To brzmi jak kompletny paradoks, który uderza w same fundamenty lokalnej komunikacji. Z jednej strony łukowski PKS wypracował w ubiegłym roku rekordowe, imponujące ponad 20 milionów złotych przychodu. Z drugiej – końcowy bilans i tak zaświecił się na czerwono. Spółka zamknęła rok ze stratą przekraczającą 300 tysięcy złotych. To zmusza do ważnego pytania: jaką cenę jako mieszkańcy musimy płacić za to, by nikt w naszym powiecie nie był odcięty od świata?
Głównym problemem wcale nie jest to, że nagle przestaliśmy jeździć autobusami. PKS dostał mocno po kieszeni przez drastycznie rosnące koszty codziennej działalności.
Największy czołowy cios? Koszty pracy. Na pensje dla 154 pracowników (w tym 84 kierowców, którzy codziennie wożą nas do pracy i szkół) spółka musiała wydać o ponad milion złotych więcej niż rok wcześniej (to wzrost o 8,5%). Kolejne podwyżki płacy minimalnej to dla firmy transportowej ogromne obciążenie – same wynagrodzenia pochłaniają już ponad połowę (52%) wszystkich jej wydatków.
Jakby tego było mało, o połowę urosły też rachunki za podatki i opłaty. To bezpośredni skutek wyższych stawek podatku od nieruchomości oraz kosztów nowych licencji i zezwoleń na trasy.
Jeśli chodzi o same bilety i kursy, przychody spółki wzrosły o 4,3%. To świetny wynik, będący zasługą lepszego dopasowania rozkładów i dobrej współpracy z naszymi gminami. Jednak drugi, niezwykle ważny filar biznesu PKS-u – czyli stacja paliw – zaliczył bolesny zjazd. Przychody ze sprzedaży paliwa spadły o ponad 20% (sprzedano go o 104 tysiące litrów mniej niż rok wcześniej). Rynek po prostu staje się coraz trudniejszy.
Sytuacja na drogach też jest pełna sprzeczności. Autobusy PKS-u przejechały w ubiegłym roku o 212 tysięcy kilometrów więcej niż w roku 2024. Mimo to ogólna liczba pasażerów spadła o ponad 2%. Utrzymanie kursów do najdalszych zakątków powiatu, gdzie autobusy nierzadko wożą dosłownie pojedyncze osoby, to ogromny ciężar. Bez zewnętrznego wsparcia udźwignięcie tego byłoby po prostu niemożliwe.
Dla nas, mieszkańców powiatu łukowskiego, ta strata finansowa jest... paradoksalnie dobrą wiadomością. Dlaczego? Bo to najlepszy dowód na to, że PKS stawia na misję społeczną, a nie na czysty zysk. Spółka utrzymuje aż 34 linie użyteczności publicznej. Gdyby na pierwszym miejscu stała wyłącznie ekonomia, te trasy natychmiast poszłyby pod młotek, bo zwyczajnie się nie bilansują.
Dzięki rządowemu dofinansowaniu (ponad 3,7 mln zł z Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych) autobusy wciąż dojeżdżają tam, gdzie są najbardziej potrzebne. Korzystają na tym przede wszystkim uczniowie (ponad 1,4 mln przejazdów rocznie!) oraz seniorzy.
Choć ostateczny wynik za 2025 rok zamknął się stratą netto w wysokości 301 827,04 zł, zarząd spółki uspokaja: to kontrolowana cena za stabilną komunikację dla mieszkańców i jednoczesne przygotowanie do wielkich, ekologicznych inwestycji w nowoczesny, zeroemisyjny tabor.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze