Po tragicznej śmierci starszego człowieka na tzw. torach lubelskich, w Gminie Łuków zawrzało. Mieszkańcy i radni od lat alarmowali, że przejazd w Aleksandrowie to śmiertelna pułapka, a ostatni dramat przelał czarę goryczy. Wójt Mariusz Osiak zapowiada twardą walkę z PKP PLK o nowoczesne zabezpieczenia, które wreszcie powstrzymają czarną serię.
Tragedia, do której doszło w ostatnim czasie, poruszyła lokalną społeczność Łazów i Zarzecza Łukowskiego. Starszy mężczyzna zginął na miejscu pod kołami pociągu pospiesznego. Dziś nikt już nie ma wątpliwości – dotychczasowe oznakowanie nie chroni ludzkiego życia.
ZOBACZ: Religijne pamiątki na Chrzest jako wyjątkowy symbol pierwszego ważnego wydarzenia
Głosy o niebezpieczeństwie na torach lubelskich płynęły od mieszkańców i sołtysów Gminy Łuków od dłuższego czasu. Ostatni wypadek pokazał brutalną prawdę: sam znak "Stop" to w tym miejscu tylko iluzja bezpieczeństwa. W starciu z rozpędzonym składem pospiesznym, człowiek nie ma żadnych szans, jeśli zawiedzie choćby chwila uwagi.
Władze gminy przyznają, że temat bezpieczeństwa w tym punkcie wraca jak bumerang.
ZOBACZ: Tragiczny finał na przejeździe w Aleksandrowie. Nie żyje 77-latek/ Policja poddała szczegóły
Wójt Mariusz Osiak zapowiada, że gmina wykorzysta każdą okazję, by wymusić zmiany na zarządcy infrastruktury. Planowana przebudowa drogi powiatowej to idealny moment, by Polskie Linie Kolejowe (PKP PLK) podniosły kategorię tego przejazdu. Włodarz mówi wprost: czas na nowoczesną sygnalizację i bariery.
Czy na przejeździe pojawią się półrogatki, czy intensywne światła ostrzegawcze? Decyzja należy do kolejarzy, ale presja ze strony gminy i Zarządu Dróg Powiatowych jest ogromna.
- Będziemy o to zabiegać – deklaruje Mariusz Osiak
Dla mieszkańców Łazów, Aleksandrowa, Strzyżewa i Zarzecza każdy przejazd przez tory to obecnie rosyjska ruletka. Podniesienie kategorii bezpieczeństwa ma sprawić, że kierowcy i piesi będą ostrzegani o nadjeżdżającym pociągu na długo przed jego pojawieniem się. To kluczowa inwestycja, która ma uratować kolejne życie.
Władze liczą, że PKP PLK nie zignoruje głosu lokalnej społeczności. Po tak bolesnej lekcji, jaką była ostatnia tragedia, nikt w regionie nie wyobraża sobie pozostawienia tego miejsca w obecnym stanie.
ZOBACZ: Pożar w tartaku w Zofiborze. Pięć jednostek straży walczyło z ogniem
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze