Dla wielu studentów z naszych okolic koniec sesji oznacza jedno: czas na zarobek. Lokalne restauracje, sklepy czy firmy usługowe w wakacje chętnie przyjmują młode ręce do pracy. Zanim jednak rzucisz się w wir pracy, dobrze przyjrzyj się umowie. To od niej zależy, czy zarobione pieniądze trafią w całości do Twojej kieszeni, czy część z nich "zje" ZUS. A o błąd, który może Cię słono kosztować, wcale nie jest trudno.
Praca sezonowa to świetna okazja, żeby odłożyć trochę grosza na nowy rok akademicki. Przepisy bywają jednak bezwzględne i w zależności od rodzaju umowy, Twoja wypłata „na rękę” oraz prawo do bezpłatnego lekarza mogą wyglądać zupełnie inaczej.
Jeśli szef proponuje Ci klasyczną umowę o pracę, Twój wiek i to, czy studiujesz, nie mają dla urzędników żadnego znaczenia. Taka umowa to z automatu pełne składki: emerytalna, rentowa, chorobowa i zdrowotna. Pracodawca ma równe 7 dni, żeby zgłosić Cię do ZUS-u.
– Dzięki temu, że od pensji od razu lecą składki, Twoje konto w ZUS zaczyna już pracować na przyszłość. W razie jakichkolwiek życiowych zakrętów – choroby, wypadku czy ciąży – masz prawo do normalnych świadczeń z ubezpieczenia. Te kwoty budują też Twój kapitał na przyszłą emeryturę – tłumaczy Wojciech Ściwiarski z biura prasowego ZUS.
Czy szef gra uczciwie i na pewno Cię zgłosił? Możesz to łatwo sprawdzić sami. Wystarczy zalogować się na swoje konto w systemie eZUS – warto tam zaglądać tak samo regularnie, jak na konto w banku, żeby kontrolować, czy wszystko się zgadza.
To absolutny hit każdych wakacji. Jeśli nie skończyłeś jeszcze 26 lat i masz status studenta, umowa zlecenie jest całkowicie zwolniona z ZUS-u. Plus? Dostajesz znacznie większą wypłatę „na rękę”. Minus? Nie masz prawa do płatnego chorobowego ani odszkodowania, jeśli coś stanie Ci się w pracy.
Ta finansowa ulga działa od dnia ślubowania na uczelni do momentu, gdy:
zostaniesz skreślony z listy studentów,
obronisz pracą dyplomową (to dzień Twojego ostatniego egzaminu),
zdasz ostatni egzamin przewidziany planem studiów (na kierunkach takich jak medycyna czy weterynaria).
Gdzie haczyk? Jeśli bierzesz zlecenie w tej samej firmie, w której pracujesz już na etacie, ulga znika. Wtedy od zlecenia zapłacisz pełne składki.
To najczęstszy błąd, który na dodatek sporo kosztuje. Masz już w kieszeni licencjat i od października idziesz na magisterkę? Gratulacje, ale pamiętaj: w trakcie wakacji dla ZUS-u nie jesteś studentem. Zachowujesz co prawda studenckie zniżki (np. na pociągi), ale Twoje letnie zlecenie musi być w pełni oskładkowane.
Masz obowiązek od razu poinformować szefa, kiedy dokładnie się obroniłeś, a on musi zgłosić to do urzędu. Jeśli to zataisz, prędzej czy później sprawa wyjdzie na jaw, a ZUS upomni się o zaległe pieniądze.
Warto też pamiętać, że w świetle tych przepisów statusu studenta nigdy nie mają doktoranci oraz osoby na studiach podyplomowych.
Przy umowie o dzieło sprawa jest najprostsza. Tutaj ZUS w ogóle nie wchodzi w grę – nieważne, ile masz lat i czy w ogóle widziałeś uczelnię. Cała wynegocjowana kwota (po odliczeniu podatku) idzie prosto do Twojego portfela.
Musisz mieć jednak świadomość, że ten czas nie liczy się do Twojej emerytury. Co ważniejsze – jeśli zachorujesz albo ulegniesz wypadkowi, zostajesz bez grosza przy duszy i bez prawa do darmowej opieki medycznej. Podobnie jak przy zleceniu, pełne składki wejdą w grę tylko wtedy, gdy umowę o dzieło podpiszesz ze swoim stałym pracodawcą.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze