Beton na torach. Służby postawione w stan najwyższej gotowości, na miejscu funkcjonariusze ABW, CBŚP i pirotechnicy, a w tle uzasadnione obawy o akt sabotażu. Finał niebezpiecznego zdarzenia na torach w okolicy Jedlanki okazał się jednak zupełnie inny. Za podrzuceniem przeszkód na torowisko nie stoją obce służby, lecz skrajna odpowiedzialność i szukanie taniego poklasku.
Betonowe bloki, które znalazły się na szynach, pochodziły z rozbiórki pobliskiej stacji kolejowej. Zanim jednak śledczy zrekonstruowali przebieg wydarzeń, stan zagrożenia wymagał natychmiastowej reakcji specjalistycznych jednostek. Szybko udało się wykluczyć najczarniejszy scenariusz.
– Podjęli oni odpowiednie czynności i na ich podstawie wykluczono, abyśmy mieli do czynienia z aktem dywersji. Nie znaleziono śladów, które wskazywałyby na takie działanie – poinformował w rozmowie z portalem Interia.pl rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej, prokurator Marcin Kozak.
Sława z internetu ważniejsza niż bezpieczeństwo?
Skąd zatem w ogóle beton na torowisku? Jak się okazuje, okolica ta nie po raz pierwszy stała się tłem dla niebezpiecznych zachowań. Z ustaleń policji wynika, że lokalna młodzież traktuje infrastrukturę kolejową jak plan zdjęciowy.
– Zdarzało się, że młodzi ludzie umieszczali różne elementy na torach, a następnie to nagrywali. W związku z tym na tę chwilę traktujemy tę sytuację jako wybryk chuligański – wyjaśnia prok. Marcin Kozak.
Podejrzane kable okazały się zwykłymi śmieciami
Dodatkowe zamieszanie wywołały doniesienia o znalezionych w pobliżu kablach i plastikowych rurkach. W obecnej sytuacji geopolitycznej tego typu przedmioty przy torach natychmiast budzą skojarzenia z improwizowanymi ładunkami. Pirotechnicy i kolejowi technicy po dokładnych oględzinach rozwiali jednak wątpliwości – znalezisko to nic innego jak zwykłe odpady pochodzenia górniczego, które od dłuższego czasu leżały w rejonie torowiska.
ZOBACZ
Betonowe bloczki na torach w Jedlance. Dwie lokomotywy uszkodzone. Trwa śledztwo policji i ABW
Gra z życiem i konsekwencje prawne
Stawianie jakichkolwiek przeszkód na szynach – niezależnie od tego, czy chodzi o nagranie krótkiego filmu na social media, czy głupi żart – to nie niegroźna psota, lecz bezpośrednie sprowadzenie zagrożenia katastrofy w ruchu lądowym. Pociągi poruszające się z dużymi prędkościami potrzebują setek metrów na wyhamowanie, a zderzenie z betonowym blokiem może doprowadzić do wykolejenia i tragedii wielu ludzi. Policja i prokuratura przypominają, że szukanie internetowej popularności w ten sposób grozi surowymi wyrokami skazującymi i wieloletnim więzieniem.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze