Spokojne życie 30-letniego Mateusza Drosia zmieniło się w dramat 5 stycznia 2024 roku. W wyniku tragicznego wypadku w pracy mężczyzna doznał rozległego urazu mózgu i dziś toczy heroiczną walkę o powrót do sprawności. Jego rodzina apeluje o wsparcie na niezwykle kosztowną rehabilitację, która jest jedyną szansą na powrót do kilkuletniego syna.
Mateusz Droś, pracownik firmy z branży dekarskiej, został znaleziony nieprzytomny na ziemi. Okoliczności zdarzenia do dziś pozostają niewyjaśnione. Trafił do szpitala, gdzie diagnoza wstrząsnęła jego bliskimi: rozległy uraz mózgu, liczne krwiaki śródmózgowe, obrzęk mózgu oraz wieloodłamowe złamanie czaszki.
Stan mężczyzny gwałtownie się pogarszał. Lekarze podjęli decyzję o pilnej operacji odbarczenia mózgu. Aby uratować mu życie, usunięto fragment kości czaszki.
Walka wbrew diagnozie lekarzy
Początkowe rokowania były dramatyczne. Bliscy usłyszeli, że Mateusz może już nigdy nie chodzić i nie mówić.
– Ale Mateusz jest wojownikiem. Dla siebie, dla nas i dla synka podjął walkę. I w tej walce wygrywa małe, codzienne bitwy – mówią przedstawiciele rodziny.
Każdy, nawet najmniejszy postęp, to efekt setek godzin ciężkiej pracy. Na co dzień z Mateuszem pracuje czterech rehabilitantów i logopeda. Wsparcie z Narodowego Funduszu Zdrowia jest jednak symboliczne. Od kwietnia rodzina otrzymała zaledwie 20 godzin terapii.
– Gdybyśmy opierali się tylko na NFZ, Mateusz nie zrobiłby żadnych postępów. Rehabilitacja musi być codzienna i intensywna – podkreślają bliscy.
Nadzieja w rehabilitacji i finansowy mur
Kluczowe dla dalszego leczenia są specjalistyczne turnusy rehabilitacyjne. Niestety, ich koszt jest ogromny. Czterotygodniowy turnus to wydatek rzędu 40 tysięcy złotych. Rodzina z powodu braku środków musiała zrezygnować z wyjazdu w sierpniu. Teraz walczy o zapewnienie miejsca na turnusie wrześniowym. Przerwa w terapii grozi utratą dotychczasowych efektów.
– Budżet domowy jest pusty, a możliwości kredytowe wyczerpane. Pozostaje nam prosić o pomoc ludzi o dobrych sercach – apeluje rodzina.
Największa motywacja: syn Szymon
W domu na powrót taty czeka jego kilkuletni syn, Szymonek. To on jest dla Mateusza największą motywacją do walki.
– Mateusz ma dla kogo żyć. Jesteśmy pewni, że uda mu się wygrać, ale sam nie da rady. Potrzebujemy wsparcia, bo w rehabilitacji czas ma ogromne znaczenie – mówią bliscy.
Jak można pomóc?
Osoby, które chcą wesprzeć Mateusza Drosia w jego walce o powrót do zdrowia, mogą dokonywać wpłat za pośrednictwem zweryfikowanej zbiórki internetowej. Każda złotówka przybliża go do celu – kolejnego kroku, kolejnego słowa i szansy na odzyskanie samodzielności.
Link do zbiórki:
https://www.siepomaga.pl/mateusz-dros
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze