Tragedia w Łazach: brutalna śmierć po latach przemocy. Mateusz M. oskarżony o groźby, pobicie i zabójstwo. Proces przed Sądem Okręgowym w Siedlcach.
Do tragedii doszło latem 2024 roku w miejscowości Łazy, gdzie – jak wskazują sąsiedzi i rodzina – przemoc była obecna od dawna. Konflikt między braćmi narastał latami. Mateusz M., znany w okolicy z agresywnego zachowania, wielokrotnie groził i znęcał się nad swoim bratem Konradem, a także nad innymi członkami rodziny i sąsiadami.
14 lipca 2024 roku doszło do pierwszego brutalnego ataku. Jak ustalono, Mateusz zaatakował Konrada przy użyciu szpadla, zadając mu poważne obrażenia. Mimo tego nie został zatrzymany, a zaledwie dwa tygodnie później, 29 lipca, doszło do kolejnego ataku – tym razem drewnianą sztachetą. Ciosy były tak silne, że Konrad M. doznał rozległych urazów głowy, które wymagały pilnej operacji. Mimo interwencji lekarzy – zmarł po kilku dniach w szpitalu.
Prokuratura postawiła wówczas zarzut spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, gdy ofiara jeszcze żyła. Wraz z jej śmiercią pojawiła się możliwość zmiany kwalifikacji czynu na zabójstwo, jednak – jak wynika z informacji przekazanych regionalnemu tygodnikowi – po analizie całokształtu dowodów, zdecydowano się na podtrzymanie wcześniejszego zarzutu, uznając, że Mateusz M. nie działał z zamiarem bezpośredniego pozbawienia życia.
Jak informuje Tygodnik Wspólnota Regionalna, to jednak nie koniec listy zarzutów. Prokuratura oskarża Mateusza M. także o kierowanie gróźb karalnych wobec trzech osób – w tym swojej siostry Eweliny D. – oraz o pobicie Konrada M., do którego miało dojść kilkanaście dni przed jego śmiercią.
Z relacji świadków, sąsiadów i rodziny wyłania się przerażający obraz – Mateusz M. przez lata terroryzował bliskich i lokalną społeczność. Groził spaleniem domów, znieważał, atakował fizycznie. Policja wielokrotnie interweniowała, ale – jak podkreślają mieszkańcy – nigdy nie doszło do trwałego zatrzymania. Jedna z sąsiadek w rozmowie z tygodnikiem mówi wprost: „To był błąd, który kosztował Konrada życie”.
Mimo starań obrońcy o jego uwolnienie, sąd konsekwentnie odmawia zwolnienia Mateusza M. z aresztu, gdzie przebywa od sierpnia ubiegłego roku. Proces odbędzie się przed Sądem Okręgowym w Siedlcach, a oskarżonemu grozi kara od 5 lat więzienia do dożywocia.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze