W Łukowie dłużnicy alimentacyjni zalegają z płatnościami na łączną kwotę ponad 20 milionów złotych. Wiele dzieci pozostaje bez podstawowych środków na życie, a państwo przejmuje ciężar ich utrzymania. Jak wygląda walka z nieodpowiedzialnymi rodzicami i co robi samorząd, by odzyskać zaległości?
Zjawisko uciekania przed odpowiedzialnością to u nas prawdziwa plaga. Zestawienie, które właśnie zamknął Wydział Spraw Społecznych w Łukowie, nie zostawia złudzeń. Na ten moment alimenciarze są winni dokładnie 20 032 182,24 zł. To kwota wręcz abstrakcyjna. Za takie pieniądze Łuków mógłby postawić nowoczesną szkołę od zera. Zamiast tego mamy rosnący z roku na rok stos urzędowych papierów i powielanych wymówek.
Te kosmiczne liczby nie narosły z dnia na dzień. To efekt lat unikania płacenia, kombinowania i pracy na czarno. Sama podstawowa kwota, którą dłużnicy powinni byli oddać swoim dzieciom, przekracza 12,4 miliona złotych. Do tego dochodzi potężny bagaż odsetek. Kary za zwłokę dobiły już do ponad 7,5 miliona. Zegary tykają, a dług pęcznieje z każdym kolejnym miesiącem.
Mechanizm bywa bezlitosny w swojej urzędowej prozie. Matka czy ojciec przestaje płacić. Zaczyna się pukanie do drzwi komornika, który po pewnym czasie oficjalnie stwierdza, że z pustego i Salomon nie naleje. Dłużnik formalnie nie ma niczego. Wtedy ciężar ratowania domowego budżetu bierze na siebie państwo. Tylko w tym roku łukowscy urzędnicy uruchamiali fundusz alimentacyjny aż 1667 razy. To nie są zwykłe, suche przelewy. To często jedyne pieniądze na opłacenie prądu czy wizytę w aptece. W sumie z publicznej kasy przelano na konta samotnie wychowujących rodziców 915 344,04 zł.
Miasto jednak nie odpuszcza. Urzędnicy doskonale wiedzą, że wyciągnięcie tych pieniędzy to ciężka szarpanina, przypominająca nierzadko walkę z wiatrakami. Mimo to w 2025 roku udało im się odzyskać od unikających odpowiedzialności rodziców 882 261,36 zł. Ten finansowy tort kroi się później według ścisłych przepisów. Większy kawałek zawsze zabiera budżet centralny. Sześćdziesiąt procent odzyskanej należności bazowej i całe potężne odsetki jadą z powrotem do państwowej kasy.
W Łukowie zostaje czterdzieści procent wyegzekwowanych kwot. Ostatnio było to trochę ponad 171 tysięcy złotych, do których dolicza się koszty wysłanych upomnień pocztowych. Taki zastrzyk gotówki oczywiście cieszy samorząd. Kiedy jednak spojrzymy na ponad dwudziestomilionową dziurę w systemie, szybko zdamy sobie sprawę z brutalnej prawdy. To zaledwie drobny ułamek tego, co dorośli ludzie bez cienia wahania odebrali swoim własnym dzieciom.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze