Łuków pożegnał Grzegorza Siejaka, wielkiego pasjonata motoryzacji i dobrego kolegę. W jego ostatniej drodze towarzyszyła mu rodzina, przyjaciele oraz liczna grupa motocyklistów, dla których Grzegorz był kimś wyjątkowym. Ryk silników i obecność maszyn były symbolem pasji, która łączyła go z wieloma mieszkańcami naszego regionu. To smutna chwila, w której lokalna społeczność pokazała, jak wielkim szacunkiem darzyła zmarłego.
Pożegnanie kolegi można porównać do zakończenia długiej, wspólnej podróży, w której nagle zabrakło jednego z podróżników. Choć trasa Grzegorza na ziemi dobiegła końca, jego bliscy wierzą, że teraz przemierza już inne, spokojne szlaki. Mariusz Pawlikowski ze stowarzyszenia Motoweterani Łuków wspomina go jako człowieka pełnego pasji, który zawsze był częścią ich motocyklowej rodziny.
Udział stowarzyszeń w uroczystościach pogrzebowych był bardzo wyraźny. Oprócz Motoweteranów z Łukowa pojawili się także przedstawiciele grupy Bears Raiders oraz inni fani jednośladów. Wszyscy zgodnie przyznają, że Grzegorz na zawsze zostanie w ich sercach i pamięci. Dla nich nie odszedł na zawsze, a jedynie wyruszył w swój ostatni, wieczny rajd po niebieskich autostradach.
Szacunek dla zmarłego pokazali nie tylko najbliżsi znajomi, ale i zupełnie obcy ludzie poruszeni tą stratą. To było godne i pełne powagi wydarzenie, które na długo zapadnie w pamięć uczestników. Grzegorz Siejak pozostawił po sobie pustkę, której nie da się łatwo wypełnić, ale też piękne wspomnienia wspólnych wycieczek i spotkań przy dźwięku silników.
Info Mariusz Pawlikowski/Motoweterani
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze