ŁukówTV jako pierwsze poinformowało o nocnym huku i eksplozji w Osinach. Okazało się, że na pole kukurydzy spadł wojskowy dron pozbawiony głowicy bojowej — najprawdopodobniej tzw. wabik. Nie ma ofiar, ale szyby w kilku domach zostały wybite. Przez cały dzień wojsko i prokuratura prowadziły intensywne działania, a politycy mówili o prowokacji Rosji.
Do zdarzenia doszło w nocy z wtorku na środę. Mieszkańcy słyszeli pojedynczy, bardzo głośny huk; na polu kukurydzy ujawniono metalowe i plastikowe szczątki. Policja zabezpieczyła teren już w nocy i wyznaczyła sektory poszukiwań; na miejscu pracowało ok. 30 funkcjonariuszy, a obszar wypalenia oszacowano wstępnie na ok. 80 metrów średnicy. GZZK w Woli Mysłowskiej potwierdził brak poszkodowanych i podkreślił, że „na chwilę obecną nie ma zagrożenia dla zdrowia i życia mieszkańców”.
Prokurator Okręgowy w Lublinie Grzegorz Trusiewicz poinformował na briefingu, że „najprawdopodobniej mieliśmy do czynienia z dronem wojskowym” i że do uszkodzenia doszło „w wyniku działania materiałów wybuchowych”. Zaznaczył, że „opcję cywilną można wstępnie wykluczyć”, a śledztwo toczy się w kierunku art. 163 k.k. (sprowadzenie niebezpieczeństwa powszechnego). Zabezpieczony teren liczy ok. 2–3 hektarów; do dokumentacji użyto skanera 3D, a do przeszukania pola włączani są żołnierze WOT.
Z nieoficjalnych ustaleń PAP (źródła zbliżone do MON) wynika, że był to dron-wabik — wojskowy bezzałogowiec bez głowicy bojowej, z niewielką ilością materiału wybuchowego do samodestrukcji, mający odciągać uwagę obrony przeciwlotniczej od dronów stricte bojowych.
Na konferencji w Warszawie szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz ocenił incydent jako „kolejną prowokację Federacji Rosyjskiej z użyciem rosyjskiego drona” i polecił dowódcy operacyjnemu przygotowanie całościowego raportu. Minister wskazał na pełne współdziałanie służb (ABW, SKW, ŻW, Policja) oraz kontakt z sojusznikami. Podkreślił także wzmacnianie polskiej obrony powietrznej, m.in. aerostatami radarowymi i systemami antydronowymi.
Gen. Dariusz Malinowski, zastępca Dowódcy Operacyjnego RSZ, doprecyzował, że w ocenie wojska był to „dron-wabik z głowicą samodestrukcyjną”, który „prawdopodobnie leciał bardzo nisko, by ominąć pole radiolokacyjne”. Około północy poderwano śmigłowce do rozpoznania, nie potwierdzono innych miejsc uderzeń; grupy naziemne szukają pozostałych szczątków.
Mjr Ewa Złotnicka, zastępczyni rzecznika Dowództwa Operacyjnego RSZ, przekazała, że „wstępna analiza zapisów radiolokacyjnych nie wykazała naruszenia przestrzeni powietrznej” ani od strony Białorusi, ani Ukrainy. Równolegle trwa „dogłębna, wnikliwa analiza” danych; w rejonie operuje Mi-24, Żandarmeria Wojskowa i zespoły WOT. „Mieszkańcy są bezpieczni — monitorujemy przestrzeń 24/7” — podkreśliła.
Mieszkańcy relacjonowali „charczenie w powietrzu” i „pojedynczy, potężny huk”. Pan Antoni mówił, że „u syna wyleciały szyby od strony kukurydzy” i że służby zlokalizowały epicentrum dzięki dronowi zwiadowczemu.
"Poczułem, jakby cały dom się zatrząsł" – relacjonuje w rozmowie z Lukow.Tv pan Paweł.
- Siedziałem w pokoju, była mniej więcej północ, kiedy usłyszałem potężne uderzenie. Moją pierwszą myślą było, że może wiatr zatrzasnął mi okno, które miałem wcześniej otwarte. Okazało się jednak, że jest zamknięte. Chwilę później dotarło do mnie, że to nie był zwykły dźwięk – cały dom się zatrząsł. Pomyślałem o wypadku samochodowym, ale szybko odrzuciłem tę myśl, bo siła wstrząsu była zbyt duża. Podszedłem do okna, żeby zobaczyć, co się dzieje, ale na zewnątrz nic nie było widać. Od razu nasunęło mi się podejrzenie, że u kogoś w pobliżu mogło dojść do wybuchu gazu|"
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze