Nowe regulacje NFZ ograniczają zwroty za badania obrazowe, co prowadzi do kryzysu w diagnostyce w szpitalu w Łukowie. Dyrekcja placówki ostrzega, że kolejki na rezonans mogą się znacznie wydłużyć, a chorzy zostaną z skierowaniami bez możliwości szybkiej diagnozy. Mniejsze ośrodki zdrowia szczególnie odczują te zmiany.
Narodowy Fundusz Zdrowia zakręca kurek z pieniędzmi za dodatkowe badania obrazowe. Dla pacjentów łukowskiego szpitala i lokalnych przychodni to bolesny cios. Diagnoza, która jeszcze wczoraj była na wyciągnięcie ręki, teraz utonie w wielomiesięcznych kolejkach.
Zasady gry uległy drastycznej zmianie. Prześwietlenia, na które dorośli pacjenci czekają często z duszą na ramieniu, przestają się placówkom kalkulować. Do tej pory, jeśli przychodnia przyjęła kogoś ponad ustalony z NFZ limit, mogła liczyć na zwrot kosztów. Teraz za nadliczbowy tomograf czy rezonans fundusz zapłaci jedynie połowę stawki. Jeszcze gorzej wyglądają rozliczenia za badania przewodu pokarmowego. Endoskopia, gastroskopia czy kolonoskopia zostały wycenione na niewiele ponad połowę dotychczasowej wartości. Matematyka jest tu bezlitosna, a za chwilę boleśnie odczują ją chorzy.
Mariusz Furlepa, dyrektor łukowskiego szpitala, nie owija w bawełnę. Patrzy na nowe wytyczne i widzi zapaść lokalnej diagnostyki.
– To oznacza wydłużenie kolejek. A uważam, że będą też kolejne cięcia – ostrzega szef placówki.
Mechanizm jest brutalnie prosty. Żaden dyrektor nie zaryzykuje wpędzenia szpitala w długi, przyjmując pacjentów, za których system mu nie zapłaci w pełni. Lekarze będą musieli zamykać listy znacznie szybciej, a chorzy zostaną z wypisanym skierowaniem i narastającym strachem. Zamiast szybkiej ścieżki leczenia, czeka nas nerwowe odliczanie miesięcy do wolnego terminu.
Zarządzenie numer 34/2026/DSOZ, które weszło w życie 1 kwietnia 2026 roku, urzędnicy tłumaczą koniecznością dopięcia publicznego budżetu. Szukają oszczędności na kolejne lata. Sęk w tym, że znaleźli je w zdrowiu pacjentów. Kiedy dokument dopiero powstawał, ponad dwieście czterdzieści środowisk medycznych biło na alarm. Głosy ekspertów odbiły się jednak od urzędniczej ściany. Skutki tych cięć uderzą najmocniej w mniejsze ośrodki. Pacjent ze Stanina czy Stoczka Łukowskiego straci szansę na szybką diagnozę blisko domu. Zamiast skupić się na powrocie do sił, mieszkańcy naszego powiatu będą teraz krążyć między placówkami, szukając miejsca na rezonans, na który z każdym dniem stać nas wszystkich coraz mniej.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Cięcie kosztów proponuje zrobić w biurokracji szpitala a nie jednostce pracującej. Na rejestracjach pełno zbędnych etatów siedzą nic nie robią ale o swoje wizyty i terminy dbają. Latają od specjalisty do specjalisty blokując osoby w potrzebie.
Proponuję odciąć NFZ od składek Polaków Oni obcinają fundusze nam Polakom to my powinniśmy obciąć fundusze im bo i leczyć się prywatnie a NFZ niech umiera śmiercią naturalna
Cięcie kosztów proponuje zrobić w biurokracji szpitala a nie jednostce pracującej. Na rejestracjach pełno zbędnych etatów siedzą nic nie robią ale o swoje wizyty i terminy dbają. Latają od specjalisty do specjalisty blokując osoby w potrzebie.
Proponuję odciąć NFZ od składek Polaków Oni obcinają fundusze nam Polakom to my powinniśmy obciąć fundusze im bo i leczyć się prywatnie a NFZ niech umiera śmiercią naturalna