Do prawdziwego dramatu doszło w jednym z mieszkań na spokojnym osiedlu w Łukowie (woj. lubelskie). Kilka dni temu wieczorem do sąsiadki zapukał mieszkaniec parteru i poprosił, żeby wezwała pogotowie. "Mam w domu trupa" – powiedział grobowym głosem.
Jak podaje gazeta FAKT Do prawdziwego dramatu doszło w jednym z mieszkań na osiedlu Sienkiewicza w Łukowie Kilka dni temu wieczorem do sąsiadki zapukał mieszkaniec parteru i poprosił, żeby wezwała pogotowie. "Mam w domu trupa" – powiedział grobowym głosem.
Jak czytamy w Fakcie poniedziałkowego wieczora, 28 sierpnia, alejki zablokowały policyjne, strażackie i należące do pogotowia ratunkowego samochody. Wszystko przez to, że w jednym z mieszkań doszło do morderstwa.
— Około 20.00 lokator z parteru przyszedł do sąsiadki i powiedział, że ma w domu trupa. Poprosił o wezwanie pogotowia – opowiada jeden z mieszkańców bloku.
Oprócz ratowników zjawili się także policjanci. W mieszkaniu zastali trzy pijane osoby oraz leżącego w łóżku mężczyznę bez oznak życia. Na jego ciele były widoczne krwawe ślady po ciosach zadanych najprawdopodobniej nożem. Trójka przebywających w mieszkaniu osób, dwóch mężczyzn i kobieta, zostało zatrzymanych. Okazało się jednak, że za śmierć odpowiada jedynie Marta M. (36 l.).
Zebrane na miejscu dowody, w tym zakrwawione noże, obaliły tę nieporadną linię obrony i pozwoliły na postawienie kobiecie zarzutu zabójstwa. W czwartek (31 sierpnia) prokuratorzy wystąpili do sądu o zastosowanie tymczasowego aresztu.
Jak pisze FAKT Marta M. nie została jednak aresztowana. Mimo najpoważniejszego zarzutu, jaki przewiduje polski kodeks karny, czyli dokonania zabójstwa, na proces na razie będzie czekać na wolności. A wszystko przez to, że jej stan zdrowia gwałtownie się pogorszył i trafiła do szpitala. Zatrzymanej kobiecie grozi dożywocie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze