Wstrząsający rozwój sprawy z gminy Łuków. Monika B. z Sięciaszki Drugiej, oskarżona o fizyczne i psychiczne znęcanie się nad 9-letnią córką, odpowie przed sądem. Tymczasem lekarze, którzy przez lata próbowali pomóc dziewczynce, przyznają: podejrzewaliśmy celowe działanie, ale nie sądziliśmy, że za tym stoi matka.
Prokuratura Okręgowa w Lublinie skierowała do Sądu Okręgowego w Siedlcach akt oskarżenia przeciwko 45-letniej Monice B. z Sięciaszki Drugiej, w gminie Łuków. Kobieta została oskarżona o fizyczne i psychiczne znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem nad swoją małoletnią córką.
Według prokuratury, Monika B. regularnie doprowadzała do kontaktu skóry dziewczynki z toksyczną substancją, co skutkowało rozległymi zmianami skórnymi, trwałymi bliznami i nieodwracalnymi ubytkami tkanek. Jak podano w komunikacie, działania matki doprowadziły do ciężkiego uszczerbku na zdrowiu w postaci trwałego zeszpecenia ciała, co zaburzyło społeczne funkcjonowanie dziecka. Julia straciła m.in. część prawego ucha.
Monika B. nie przyznała się do winy. Jednak biegli psychiatrzy ocenili, że działała świadomie – miała zdolność do rozpoznania znaczenia czynu i do kierowania swoim zachowaniem. Stwierdzono u niej zespół Münchhausena per procura – zaburzenie, w którym opiekun celowo wywołuje objawy choroby u dziecka, by wzbudzać litość i uzyskać korzyści, również finansowe.
Reporterzy programu „Uwaga!” TVN odwiedzili 9-letnią Julię i jej ojca. Dziś dziewczynka przebywa pod jego opieką, a jej stan zdrowia wyraźnie się poprawia. Dziecko nie doświadcza już nowych zmian skórnych. To potwierdza wcześniejsze przypuszczenia lekarzy: przyczyną cierpienia mogła być wyłącznie ingerencja z zewnątrz.
Julia była diagnozowana w wielu ośrodkach, m.in. w Klinice Pediatrii i Endokrynologii, Diabetologii i Chorób Metabolicznych Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Zespół kierowany przez prof. dr. hab. Roberta Śmigla przeprowadził szeroko zakrojone badania – zarówno genetyczne, jak i patomorfologiczne.
– Badaliśmy nie tylko krew, ale także tkanki skóry na bardzo zaawansowanym poziomie. Efekt? Brak rozpoznania. Nie znaleźliśmy choroby, która tłumaczyłaby te zmiany – mówił prof. Śmigiel w rozmowie z „Uwagą!”.
Już wtedy lekarze zaczęli podejrzewać, że zmiany skórne nie mają naturalnego charakteru. – Od początku braliśmy pod uwagę, że są to uszkodzenia powodowane przez osobę trzecią. Ale nie przypuszczaliśmy, że to może być najbliższa osoba dziecka – przyznał profesor.
Opisując obrażenia, prof. Śmigiel dodał: – Te zmiany sugerowały, że wystarczyłoby wylać substancję, która spływa po skórze. Niestety, blizny, jakie zostały, wskazują na taki właśnie ciąg wydarzeń.
Monice B. grozi kara do 20 lat więzienia. Julia przebywa pod opieką ojca, rozwija się prawidłowo i wraca do życia pozbawionego przemocy.
Źródło: TVN Uwaga! / Prokuratura Okręgowa w Lublinie
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze