Stary, drewniany słup energetyczny wciśnięty bezpośrednio między tory kolejowe w Łukowie od dawna budzi obawy mieszkańców. Gdyby doszło do jego uszkodzenia lub złamania, naprawa mogłaby sparaliżować ruch pociągów na trzech kluczowych trasach. W sprawę włączył się przewodniczący Rady Miasta Artur Czubaszek, który apeluje do burmistrza o pilną interwencję w PGE Dystrybucja.
Chodzi o fragment napowietrznej linii energetycznej LSN Horbut, która krzyżuje się z torami kolejowymi. Największe emocje budzi jednak sam słup – drewniana konstrukcja stojąca wprost w sąsiedztwie czynnej infrastruktury PKP.
Łuków to strategiczny węzeł kolejowy, z którego pociągi kursują w stronę Siedlec, Dęblina oraz Pilawy. Jak wskazuje przewodniczący Artur Czubaszek w interpelacji skierowanej do burmistrza Piotra Płudowskiego, ewentualna awaria słupa w tak wrażliwym miejscu przyniosłaby ogromne problemy.
Sama naprawa w bezpośrednim sąsiedztwie linii wysokiego napięcia i torów wymagałaby nie tylko wstrzymania ruchu pociągów, ale też ograniczenia lub wręcz zamknięcia okolicznych przejazdów dla samochodów i pieszych.
Rozwiązaniem, które na zawsze wyeliminowałoby zagrożenie, jest przebudowa linii napowietrznej na podziemną (kablową). Co ważne, nie chodzi o ogromną inwestycję – do schowania pod ziemię jest odcinek o długości około 480 metrów. Prowadzi on do niedawno wybudowanej stacji transformatorowej przy ul. Farfak.
Przewodniczący wniósł o to, aby Urząd Miasta oficjalnie zwrócił się do PGE Dystrybucja S.A. (zarówno do zarządu w Lublinie, jak i warszawskiego oddziału spółki) z wnioskiem o ujęcie tego zadania w najbliższych planach inwestycyjnych.
Czy energetycy zdecydują się na zabezpieczenie łukowskiego węzła? Odpowiedź poznamy po reakcji spółki na wniosek władz miasta.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze