Przełom w sprawie remontu ulic Czerwonego Krzyża i Staropijarskiej przyniósł nieoczekiwany zwrot akcji. Choć zgłosiły się cztery firmy, urzędnicy zamiast podpisywać umowy, musieli zażądać pilnych wyjaśnień.
Podejrzanie tanie oferty na celowniku
Wszystkie cztery firmy, które chcą przebudować drogi w centrum, zaproponowały ceny znacznie niższe, niż zakładało miasto. Według przepisów o zamówieniach publicznych takie wyceny uznano za „rażąco niskie”. Burmistrz Piotr Płudowski przyznał, że sytuacja jest nietypowa, bo oferty mieszczą się w budżecie, ale budzą wątpliwości co do realności wykonania prac.
ZOBACZ: [Łuków idzie na całość. Zastawili miliony, by pogonić węgiel z ul. Świderskiej]
Wykonawcy muszą się tłumaczyć
Ratusz nie chce ryzykować fuszerki, dlatego urzędnicy ruszyli do akcji i wysłali do oferentów wezwania do umotywowania tak niskich kwot. Miasto czeka teraz na dokumenty, które zostaną poddane szczegółowej analizie przez specjalistów. Dopiero po ich sprawdzeniu zapadnie ostateczna decyzja, kto wejdzie na plac budowy.
Jesienny termin pod znakiem zapytania?
Zegar tyka, bo przebudowa ulic Czerwonego Krzyża i Staropijarskiej to zadanie jednoroczne. Plan zakłada, że robotnicy powinni zakończyć wszystkie prace do 30 października tego roku. Co ważne, mimo że to odrębne zadanie, materiały użyte na tych ulicach muszą być identyczne jak te na rewitalizowanym Placu Narutowicza.
ZOBACZ: [Basenowa batalia w KIO – Budowa krytej pływalni opóźniona przez odwołanie]
Obecnie centrum Łukowa to jeden wielki plac budowy, a przeciągające się procedury przetargowe tylko potęgują zniecierpliwienie kierowców. Burmistrz Płudowski zapewnia jednak, że po otrzymaniu wyjaśnień od firm, wybór wykonawcy nastąpi niezwłocznie. Jeśli oferty okażą się wiarygodne, prace ruszą pełną parą, by zdążyć przed zimą.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze