Zamknięcie granicy polsko-białoruskiej wywołało poważne problemy dla przewoźników. Według szacunków po tamtej stronie utknęło nawet tysiąc polskich ciężarówek i kilkanaście autobusów. W sprawie interweniował poseł Konfederacji Witold Tumanowicz, a głos zabrał także Rafał Mekler, przedstawiciel przewoźników i lider Konfederacji na Lubelszczyźnie.
12 września Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji poinformowało, że zawieszenie ruchu granicznego obowiązuje w obu kierunkach, trwa do odwołania i jest związane z kwestiami bezpieczeństwa narodowego. Powodem są rosyjsko-białoruskie manewry Zapad, w których oficjalnie bierze udział około 13 tysięcy żołnierzy. Ćwiczenia mają zakończyć się 16 września.
Dla kierowców samochodów osobowych zamknięto przejście drogowe Terespol–Brześć, a dla pojazdów ciężarowych przejście Kukuryki–Kozłowiczy. Nieczynne pozostają też przejścia kolejowe Kuźnica Białostocka–Grodno, Siemianówka–Swisłocz i Terespol–Brześć.
Na konferencji prasowej poseł Konfederacji Witold Tumanowicz podkreślał, że decyzja o zamknięciu granicy zapadła zbyt nagle:
– „Wydano rozporządzenie 10 września, a już 12 września granica została zamknięta. Minister nie dał przewoźnikom czasu, aby się przygotować, rozładować towar czy wrócić do Polski. Setki przewoźników, setki samochodów utknęło po tamtej stronie granicy” – mówił Tumanowicz.
Jak dodał, sytuacja wiąże się z poważnymi stratami:
– „Aleksander Łukaszenka nie jest pozytywnie nastawiony do naszych przewoźników. Jeśli nie wyjadą w odpowiednim terminie, będą nakładane ogromne kary. Nasi kierowcy chcą wrócić do swoich rodzin, a przewoźnicy uniknąć ogromnych strat finansowych. Dlatego chcemy, żeby minister wyjaśnił, jakie działania podejmuje w tej sprawie”.
Do sprawy odniósł się także lider Konfederacji na Lubelszczyźnie Rafał Mekler:
– „Sytuacja, w której polskim ciężarówkom uniemożliwia się powrót do kraju, jest rzeczą niebywałą. Szacuję, że po tamtej stronie znajduje się tysiąc ciężarówek i kilkanaście autobusów. Każdy zestaw to wartość około 200 tysięcy złotych, co oznacza ogromne straty dla polskich firm” – podkreślał.
Jak wskazywał, przewoźnicy zostali postawieni w bardzo trudnym położeniu:
– „Daje się przewoźnikom tak naprawdę 50 godzin na powrót, podczas gdy czas oczekiwania na granicy to doba, dwie, a czasem trzy. Polskie ciężarówki nie mogą skorzystać z innych przejść, bo zostaną zawrócone i ukarane mandatami. To powoduje, że kierowcy są praktycznie uwięzieni”.
Mekler ostrzegł również przed konsekwencjami ze strony władz białoruskich:
– „Czas przebywania na Białorusi jest ograniczony przez tamtejszy urząd celny i nie będzie przedłużany. Jeśli ciężarówka przekroczy ten okres, zostanie nałożona kara administracyjna, a towar skonfiskowany. Nie możemy do tego dopuścić. Domagamy się, aby państwo polskie stanęło po stronie polskich przedsiębiorców i przewoźników”.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze