W środę przed 14:00 policja otrzymała zgłoszenie o volkswagenie polo poruszającym się na uszkodzonych oponach. Po krótkim pościgu okazało się, że pojazd stoi w stodole, a w środku śpią trzy osoby pod wpływem alkoholu. Kierowca stracił prawo jazdy w kwietniu, ale mimo to ponownie wsiadł za kierownicę, narażając siebie i innych na niebezpieczeństwo.
Środek tygodnia, kilka minut przed 14:00. Jeden z kierowców zauważa jadące drogą volkswagena polo. Auto toczy się na tzw. „kapciu”, a jego tor jazdy budzi niepokój. Zgłaszający nie ignoruje tego widoku, dzwoni na policję i na bieżąco przekazuje dyżurnemu z Radzynia Podlaskiego, gdzie w danej chwili znajduje się osobówka.
Na wskazany rejon natychmiast rusza policyjny patrol. Funkcjonariusze przeszukują okolicę, po chwili trafiają na ślad podejrzanego samochodu. Volkswagena znajdują nie na drodze, lecz ukrytego w stodole na jednej z posesji w gminie Borki. Auto stoi zaparkowane, a to, co policjanci widzą w środku, mrozi krew w żyłach.
W kabinie śpią trzy osoby. Za kierownicą siedzi 47-letni mieszkaniec gminy Borki. Policjanci szybko wyczuwają od niego silną woń alkoholu. Mężczyzna jest jednak w takim stanie upojenia, że zwykłe badanie alkomatem nie wchodzi w grę – nie da się go przeprowadzić. Mundurowi decydują się na pobranie krwi, aby dokładnie ustalić, ile alkoholu krąży w jego organizmie.
Razem z 47-latkiem podróżowało dwoje pasażerów. 34-letni mężczyzna miał w organizmie ponad 3 promile alkoholu, a towarzysząca im 51-letnia kobieta – ponad 3,5 promila. Cała trójka zamiast wracać do domu pieszo lub taksówką wsiadła do volkswagena, ryzykując własne życie i bezpieczeństwo innych kierowców.

Policjanci zatrzymali 47-latka i przewieźli go do policyjnego pomieszczenia dla osób zatrzymanych. Dopiero po wytrzeźwieniu mężczyzna usłyszał zarzut prowadzenia pojazdu mechanicznego w stanie nietrzeźwości.
Na tym lista jego przewinień się nie kończy. W trakcie dalszych czynności wyszło na jaw, że 47-latek w ogóle nie powinien siadać za kierownicą – nie ma do tego uprawnień. Stracił je w kwietniu, również za jazdę pod wpływem alkoholu. Mimo to znów wsiadł za kółko, tym razem kończąc podróż w stodole.
Teraz mieszkaniec gminy Borki poniesie poważne konsekwencje. Za kierowanie samochodem w stanie nietrzeźwości odpowie przed sądem. Grozi mu do 3 lat więzienia, obowiązkowa wpłata co najmniej 5 tysięcy złotych na Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej, a także zakaz prowadzenia pojazdów na minimum 3 lata.
Ta historia jest czytelnym sygnałem dla mieszkańców regionu: jazda „na podwójnym gazie” to nie tylko ryzyko mandatu. To prosta droga do sądu, wysokich kosztów i – co najważniejsze – do tragedii, której może już nie uda sie odwrócić.

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Dojdzie do tragedii wtedy go zamkną on już jest na wolno chory kraj
Dojdzie do tragedii wtedy go zamkną on już jest na wolno chory kraj