Podczas ostatniej sesji Rady Miasta Łuków radni rozpatrywali skargę mieszkanki lokalu komunalnego, która zarzuciła burmistrzowi Piotrowi Płudowskiemu utrudnianie spłaty zadłużenia, a dyrektorowi Zakładu Gospodarki Lokalowej — zaniedbania i niewywiązywanie się z obowiązków. Skarga została formalnie uznana za bezzasadną, jednak towarzysząca jej debata obnażyła organizacyjne i proceduralne słabości w zarządzaniu miejskim zasobem mieszkaniowym.
Skarga wpłynęła do Urzędu Miasta 8 lipca i dotyczyła dwóch wątków: zarzutu wobec burmistrza, że utrudnia spłatę zadłużenia z tytułu najmu lokalu socjalnego, oraz zarzutu wobec dyrektora ZGL o niewypełnianie obowiązków związanych z zarządzaniem budynkiem.
Jak wyjaśnił podczas sesji przewodniczący Komisji Skarg, Wniosków i Petycji, Grzegorz Gomoła, komisja nie stwierdziła nieprawidłowości. W odniesieniu do zarzutów wobec burmistrza wskazano, że w 2022 roku została zawarta ugoda o ratalnej spłacie zadłużenia, jednak lokatorka zrealizowała tylko cztery wpłaty. W lipcu tego roku burmistrz zaproponował jej nową ugodę – po uregulowaniu 40% długu.
Jeśli chodzi o dyrektora ZGL, komisja uznała, że problemy z wykonaniem przeglądów technicznych w budynku wynikały z odmowy wpuszczenia kontrolerów przez lokatorkę. Przegląd instalacji elektrycznej był zaplanowany na 14 marca, natomiast kontrole przewodów kominowych podejmowano 10 i 22 czerwca – wszystkie zakończyły się niepowodzeniem.
W głosowaniu nad uchwałą uznającą skargę na burmistrza za bezzasadną 16 radnych było „za”, 1 „przeciw”, a 1 się wstrzymał. Bardziej wyrównany wynik padł w sprawie skargi na dyrektora ZGL – 5 radnych głosowało za jej odrzuceniem, 4 było przeciw, a aż 8 wstrzymało się od głosu. Choć oba wnioski uzyskały większość, napięcie i podziały były widoczne.
Dyskusja, która wywiązała się po prezentacji opinii komisji, szybko wyszła poza granice jednej sprawy. Stała się pretekstem do szerszej rozmowy o obowiązkach najemców, możliwościach interwencji ZGL, awariach po godzinach pracy i braku procedur.
Grzegorz Gomoła nie pozostawił wątpliwości:
– Nie można dopuścić do sytuacji, w której przegląd się nie odbywa, bo lokator nie otworzył drzwi. W takich przypadkach wchodzi się z policją lub strażą. I tyle.
Poparła go naczelnik Wydziału Gospodarki Nieruchomościami, Anna Czerska, cytując przepisy ustawy o ochronie praw lokatorów. Wskazała, że właściciel ma prawo wejść do lokalu w obecności odpowiednich służb zarówno w sytuacji awarii, jak i w celu przeprowadzenia okresowych lub doraźnych przeglądów technicznych.
W kontrze do stanowiska komisji wypowiedział się m.in. Artur Gałach, który pytał, czy komisja próbowała porozmawiać ze skarżącą:
– Może kobieta była nieobecna, może się kąpała, może po prostu wyjechała? Nie możemy zakładać złej woli, nie mając pewnych informacji.
Andrzej Skwarek dopytywał, dlaczego do tej pory nie przeprowadzono przeglądów i czy podejmowano kolejne próby. Gomoła odpowiedział, że z relacji ZGL wynika, iż próby były dwie – w marcu i czerwcu, ale żadna nie zakończyła się sukcesem. W jego ocenie sprawa powinna zostać doprowadzona do końca zgodnie z przepisami, bez dalszego czekania na „dobrą wolę”.
Dyskusja przeszła następnie na temat braku procedur interwencyjnych po godzinach pracy ZGL. Radny Marcin Mościcki podkreślał, że brak dyżurów w miejskiej jednostce to poważne zagrożenie:
– Po 15:00 nie ma już ZGL-u. Pęknie rura, zaleje mieszkanie – kto przyjedzie? Kto zakręci wodę? Nie wszyscy wiedzą, gdzie jest zawór. Czasem trzeba kogoś z zewnątrz.
Jarosław Okliński odpowiadał, że nie można oczekiwać od ZGL natychmiastowej reakcji na każdą usterkę:
– Ludzie muszą sobie radzić z drobnymi rzeczami. To nie jest pogotowie techniczne. Przepalona żarówka czy cieknący wężyk nie wymagają nocnej interwencji.
Wypowiedzi obu radnych otworzyły dalszą debatę o stanie technicznym miejskich budynków i oczekiwaniach mieszkańców wobec miasta.
Skarżąca wskazywała też na brak możliwości opróżnienia szamba, na co odpowiedziano, że dojazd jest niemożliwy z powodu rzeczy pozostawionych przez nią samą. Mimo próśb, do dnia sesji przeszkody te nie zostały usunięte. Artur Czubaszek ocenił, że wystarczyłaby „odrobina dobrej woli”, by problem zniknął.
Do sprawy zaworów odniósł się również sam Mościcki, wskazując na przypadki, w których zawór znajduje się w prywatnej piwnicy:
– W takiej sytuacji nikt nie zakręci wody, bo nie ma kluczy. To nie jest takie proste, jak się niektórym wydaje. Trzeba stworzyć realny system, który zadziała po godzinie 15:00.
W odpowiedzi na pytania radnych głos zabrał burmistrz Piotr Płudowski, który potwierdził, że próby przeprowadzenia kontroli były podejmowane. Jego zdaniem sytuacja pokazuje, że trzeba wypracować stałą procedurę działania:
– To jest ewidentny przykład, w którym brak współpracy ze strony lokatora uniemożliwia działanie. Musimy wiedzieć, jak się w takich przypadkach zachować, jakie kroki podejmować i z jakimi służbami współpracować.
Mimo że ostatecznie żaden z zarzutów nie został uznany za zasadny, a uchwały nie będą miały skutków prawnych ani finansowych, sesja ujawniła brak praktycznych narzędzi i jasno określonych procedur w miejskiej polityce mieszkaniowej. Zarówno radni, jak i członkowie komisji, zgodzili się, że potrzebna jest konkretna reakcja organizacyjna, która pozwoli na sprawniejsze egzekwowanie obowiązków – zarówno wobec lokatorów, jak i administratorów.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze