Ponad 7 tysięcy rolników w Polsce, w tym wielu z powiatu radzyńskiego, otrzymuje decyzje o wyrejestrowaniu i zezłomowaniu białoruskich traktorów. Choć maszyny były legalnie przerejestrowywane w kraju, Samorządowe Kolegia Odwoławcze uznały, że doszło do rażącego naruszenia prawa z powodu braku unijnej homologacji.
Od 2016 roku ciągniki bez unijnej homologacji nie mogą być legalnie rejestrowane na terenie Unii Europejskiej, w tym w Polsce. Mimo to, przez lata trwał proceder sprowadzania traktorów z Białorusi. Dilerzy rejestrowali je najpierw na siebie za wschodnią granicą, gdzie nie obowiązują normy emisji spalin zgodne z przepisami UE. Następnie wwozili je do Polski jako „używane”, często z symbolicznym przebiegiem, i legalnie przerejestrowywali.
Jak tłumaczy Gustaw Jędrejek, prezes Lubelskiej Izby Rolniczej w rozmowie z reporterem Interwencji, cała procedura miała charakter celowego omijania przepisów:
– Dilerzy najpierw rejestrowali ciągniki na Białorusi, po czym sprzedawali je w Polsce jako używane, mimo że wyglądały jak nowe. Starostwa rejestrowały je bez weryfikacji, rolnicy nie byli świadomi oszustwa.
Samorządowe Kolegium Odwoławcze w Białymstoku wydało już ponad 1200 decyzji stwierdzających nieważność rejestracji takich pojazdów. Według Wiesława Podhorodeckiego, prezesa SKO, działania te wynikają z wniosków prokuratorskich:
– Prokuratura stwierdziła rażące naruszenie prawa przy wydawaniu decyzji rejestracyjnych. Przypadków stale przybywa.
Problem dotyczy również mieszkańców Radzynia Podlaskiego i okolic. Magdalena Kieryluk, rolniczka z regionu, w 2020 roku razem z mężem kupiła nowy ciągnik zarejestrowany na polskie tablice. Dziś dowiedziała się, że pojazd nie może być już legalnie użytkowany:
– Dostaliśmy pismo, że pierwsza rejestracja była nielegalna. Ciągnika nie da się już zarejestrować, pozostaje nam złomowanie. Czujemy się oszukani – komentuje pani Magdalena.
W podobnej sytuacji jest Rafał Komsta z okolic Lublina, który za ciągnik zapłacił 150 tysięcy złotych. Obecnie grozi mu utrata pojazdu i brak możliwości jego sprzedaży lub dalszego użytkowania.
Nie tylko rolnicy, ale również samorządy znalazły się w trudnym położeniu. Jak przyznaje Roman Adamczyk, wójt gminy Michów, urząd kupił taki pojazd komunalny za około 120 tysięcy złotych, również nieświadomy naruszeń.
Wydziały komunikacji tłumaczą, że działały w dobrej wierze – skoro pojazd miał białoruską rejestrację, był traktowany jako używany, a homologacja nie była wówczas wymagana. Dilerzy natomiast próbują dziś przerzucać odpowiedzialność na starostwa, a niektórzy nawet żądają odszkodowań.
Źródło: Program Interwencja, Polsat News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze