Hala sportowa przy ul. Partyzantów w Łukowie pękała w szwach. W sobotę, 18 kwietnia, setki mieszkańców odpowiedziały na apel Sławomira Domańskiego i Martyny Jakubiak-Nierody, udowadniając, że gdy stawką jest życie dziecka, lokalna społeczność nie zna granic. Charytatywny maraton Zumby stał się manifestem nadziei dla 8-letniego Dawidka Bierkata.
To nie było zwykłe spotkanie sportowe. To była bitwa z czasem i bezlitosną genetyką. Choć na parkiecie królowała energetyczna muzyka i uśmiech, wszyscy obecni mieli przed oczami jeden cel: ratunek dla chłopca, któremu dystrofia mięśniowa Duchenne’a (DMD) próbuje odebrać przyszłość.
Historia Dawidka poruszyła serca wszystkich łukowian. Przez pierwsze cztery lata życia rodzice żyli w przekonaniu, że ich syn jest okazem zdrowia. Diagnoza przyszła nagle, przy okazji rutynowych badań krwi. Zamiast zapalenia wątroby, lekarze z Centrum Zdrowia Dziecka zdiagnozowali „najgorszą z możliwych” dystrofii – śmiertelną chorobę, która zamienia mięśnie w bezwładną tkankę.
— Ostatnie tygodnie były dla nas niezwykle trudne. Każda infekcja to dla Dawida ogromne zagrożenie — wyznali wzruszeni rodzice podczas sobotniego wydarzenia. — Z każdym rokiem nasz syn jest słabszy. Boimy się, czy zdążymy uzbierać środki na terapię. Zbiórka to nasza jedyna nadzieja.
Już od godziny 15:00 hala Szkoły Podstawowej nr 1 wypełniła się ludźmi gotowymi do działania. Każdy uczestnik, wpłacając cegiełkę w wysokości minimum 70 złotych, stał się częścią drużyny Dawidka.
Mimo ogromnego sukcesu sobotniej imprezy, walka o sprawność 8-latka wciąż trwa. Choroba DMD atakuje podstępnie – najpierw nogi (u Dawidka widać już tzw. chód kaczkowaty), później ręce, aż w końcu serce i mięśnie oddechowe. Jedynym ratunkiem jest ekstremalnie droga terapia i nieustanna rehabilitacja.
— Trudno jest prosić o pomoc, ale jeszcze trudniej byłoby żyć ze świadomością, że nie zrobiłem wszystkiego, by uratować syna — mówił tata Dawida, dziękując wszystkim za obecność w hali.
Sobotni maraton pokazał, że Łuków to miasto ludzi o wielkich sercach. Hala „Jedynki” tętniła życiem, a każda kropla potu na parkiecie przybliża Dawidka do szansy na leczenie, które zwala z nóg swoją ceną, ale jest jedyną drogą do ocalenia tego małego wojownika.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze