30 tys. złotych dotacji z Powiatu Łukowskiego miało być drobnym wsparciem w kosztach dozoru wspólnego budynku przy ul. Piłsudskiego 17. Tymczasem sesja Rady Miasta Łuków zamieniła się w pełną napięcia debatę o finansach, obowiązkach dozorców i... prądzie do szlabanu.
Zgodnie z uchwałą, do dochodów miasta wprowadzono 30.000 zł dotacji z Powiatu Łukowskiego. To efekt Aneksu nr 4 do wieloletniego porozumienia między instytucjami ws. wspólnego użytkowania budynku przy ul. Piłsudskiego 17.
– „Wprowadzana kwota to zwiększenie dotacji na częściowe pokrycie kosztów utrzymania dozorców. W 2024 roku całość kosztów wyniosła 394 tys. zł. Po zmianie dotacja powiatu to 150 tys. zł” – wyjaśniła Barbara Leszczyńska, Skarbnik Miasta Łuków.
Radny Sebastian Ignaciuk dopytywał o proporcje, na co Burmistrz Łukowa Piotr Płudowski odpowiedział bez ogródek:
– „Jestem przekonany, że to nie jest po równo. Kiedyś było – i było uczciwie. Teraz? Teraz jest jak jest”. I dodał z nutą sarkazmu: „Nie tylko mam wrażenie, ale wiem, że coś tu jest nie tak”.
W obronie starostwa głos zabrał Radny Jerzy Siwiec, będący też Sekretarzem Powiatu Łukowskiego:
– „Dozorcy są zatrudnieni przez miasto i wykonują też inne zadania, np. pomagają w roznoszeniu korespondencji. Stąd zapewne taka proporcja kosztów”. Zarzucił też miastu brak przekazania zakresu czynności tych pracowników, mimo trzykrotnych próśb.
Barbara Leszczyńska odparła: „Kiedyś finansowanie było po połowie. Teraz nie jest. Dane, jak będzie w 2025 roku, poznamy dopiero po zakończeniu roku”.
Rozbudowaną, szczegółową wypowiedź przedstawił Waldemar Siurek, Sekretarz Miasta Łuków, który nie tylko bronił stanowiska miasta, ale także przybliżył historię wieloletniego porozumienia oraz zakres obowiązków dozorców.
– „To porozumienie między miastem a powiatem funkcjonuje od kilkunastu lat. Początkowo w ogóle nie było partycypacji ze strony powiatu – całe koszty ponosiło miasto. Z czasem udało się wypracować model współfinansowania, ale nigdy nie był on równy” – mówił Siurek.
Podkreślił, że Urząd Miasta Łuków jest pracodawcą dozorców i tylko on ich formalnie zatrudnia.
– „Podstawowy zakres obowiązków to dozór budynku przez 24 godziny na dobę, szczególnie w nocy, w weekendy i święta. Ale też zamiatanie, odśnieżanie, sprzątanie wokół budynku” – wyliczał sekretarz.
Siurek odniósł się również do argumentu powiatu, że dozorcy wykonują inne prace tylko na rzecz miasta:
– „Owszem, zdarza się, że pomagają w roznoszeniu korespondencji czy wkręcają śrubę, która się poluzowała. Ale to nie koliduje z ich głównym zadaniem – dozorem. I nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek powiat zakwestionował te obowiązki”.
Zaznaczył też, że nie wie nic o formalnym wniosku starostwa o udostępnienie zakresu czynności pracowników:
– „Jeśli były takie pisma, to do mnie nie dotarły. Może tu jest problem informacyjny. A może ktoś z jednej strony mówi o pismach, których druga strona nie widziała” – ironizował.
Burmistrz Płudowski odpowiedział na wcześniejszą krytykę Siwca w stylu ironicznym:
– „Proszę sobie odpowiedzieć: jeżeli pracownik zamiata przed urzędem, to robi to dla miasta czy dla powiatu? Ja wiem, jak to wygląda. Ale może ktoś inny widzi to inaczej”.
W kulminacyjnym momencie głos zabrał Radny Jerzy Siwiec, który podkreślił, że miasto bezumownie korzysta z większej części pomieszczeń archiwum w piwnicy budynku oraz... z prądu.
– „Nie wiem, czy pan sekretarz pamięta, ale ogrzewanie Waszego archiwum idzie z naszego licznika. I szlaban do parkingu też jest zasilany naszym prądem. Ale nikt z tego tytułu nie robił afery” – stwierdził.
Na co Radny Grzegorz Gomoła zareagował w swoim stylu:
– „To ja się kategorycznie domagam, żeby ustalić, czy prąd za szlaban to nasz prąd! Bo może od lat finansujemy komuś miejsce parkingowe” – powiedział z uśmiechem, rozładowując atmosferę, po czym zapytał jeszcze o sprzątanie schodów, z których korzystają również interesanci starostwa.
Zarówno Urząd Miasta, jak i Starostwo Powiatowe korzystają z budynku przy ul. Piłsudskiego, który jest współwłasnością obu jednostek.
Choć omawiana kwota to „tylko” 30 tysięcy złotych, ujawniona podczas sesji dyskusja pokazuje szerszy problem: brak transparentnych rozliczeń między miastem a powiatem, który wpływa na codzienne funkcjonowanie instytucji i... budżet lokalny.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Rzeczywiście,jak na radnych przystało ,rozpatrywano problem wagi państwowej.Zużyto kawał cennego czasu ,nie mówiąc o wynagrodzeniu,czyli szmalu,jaki za ten czas zainkasowali.Wyborcy obserwują te priorytety.Z tego wszystkiego najciekawsze są ,twórcze wypowiedzi ,lokalnych wybrańców.Dodatkowo ,epatuje rozległa treść ,redakcyjnego artykułu - posta.Wszystko razem ,żenujące.
Popieram komentarz w całej rozciągłości. Nie ma ważniejszych spraw w skali miasta? Dwa samorządy w jednym budynku nie mogą się dogadać. Może niech zawiążą wspólnotę i dadzą w zarządzanie ZGLowi. Przynajmniej będzie na kogo złożyć, że jest drogo źle i dlatego całkiem bez sensu.
Rzeczywiście,jak na radnych przystało ,rozpatrywano problem wagi państwowej.Zużyto kawał cennego czasu ,nie mówiąc o wynagrodzeniu,czyli szmalu,jaki za ten czas zainkasowali.Wyborcy obserwują te priorytety.Z tego wszystkiego najciekawsze są ,twórcze wypowiedzi ,lokalnych wybrańców.Dodatkowo ,epatuje rozległa treść ,redakcyjnego artykułu - posta.Wszystko razem ,żenujące.
Popieram komentarz w całej rozciągłości. Nie ma ważniejszych spraw w skali miasta? Dwa samorządy w jednym budynku nie mogą się dogadać. Może niech zawiążą wspólnotę i dadzą w zarządzanie ZGLowi. Przynajmniej będzie na kogo złożyć, że jest drogo źle i dlatego całkiem bez sensu.