W środę przed południem w Łukowie rozegrały się groźne chwile. Do osoby cierpiącej na atak padaczki nie mogło przyjechać pogotowie, bo wszystkie ambulanse były zajęte. Na sygnale przyjechali strażacy, którzy udowodnili, że potrafią ratować życie nie tylko w ogniu.
Wszystko zaczęło się o godzinie 10:50. Ktoś pilnie potrzebował pomocy, bo dostał silnego ataku padaczki. Sytuacja była bardzo groźna, a czas uciekał. Jak przekazał nam st. kpt. Paweł Szyszkowski z łukowskiej straży pożarnej, okazało się, że w tej okolicy nie ma akurat żadnej wolnej karetki. W takich chwilach liczy się każda sekunda, więc dyspozytor poprosił o pomoc strażaków z JRG Łuków. Ratownicy natychmiast ruszyli na miejsce. To trochę tak, jakby sąsiad przybiegł z gaśnicą, zanim jeszcze przyjedzie wielki wóz strażacki – liczy się to, że pomoc dociera od razu.
Strażacy zajęli się chorym profesjonalnie. Choć kojarzymy ich głównie z gaszeniem pożarów, to tym razem użyli apteczek i specjalistycznego sprzętu, który zawsze mają w wozie. Udzielali pierwszej pomocy tak długo, aż na miejsce dojechał zespół ratownictwa medycznego. Dopiero wtedy przekazali pacjenta w ręce ratowników medycznych.
Ta akcja pokazuje, że nasi strażacy to już nie tylko "ludzie od ognia". Coraz częściej działają jak prawdziwi ratownicy medyczni. W swoich czerwonych autach wożą nosze, defibrylatory do ratowania serca i torby pełne opatrunków. Często to właśnie oni są pierwsi na miejscu, gdy dzieje się coś złego, i dzięki ich szybkim działaniom mieszkańcy mogą czuć się bezpieczniej.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Jena’s mm kurwiszonom mąki. Daj nacapni jestem w popb
Jena’s mm kurwiszonom mąki. Daj nacapni jestem w popb