W lasach Nadleśnictwa Radzyń Podlaski wiosna miała minąć spokojnie. Zamiast tego w kwietniu i maju strażacy sześć razy gasili ogień, który – jak się okazało – ktoś podkładał. Policja zatrzymała 37-letniego mieszkańca gminy Kąkolewnica. Mężczyzna przyznał, że to on podpalał lasy na terenie powiatu radzyńskiego. Kiedyś marzył o pracy strażaka, teraz siedzi w tymczasowym areszcie i czeka na proces. Grozi mu do 10 lat więzienia.
Seria pożarów zaczęła się na terenach należących do Nadleśnictwa w Radzyniu Podlaskim. Ogień pojawiał się w kwietniu i maju, głównie w lasach na terenie gminy Kąkolewnica, jedno ze zdarzeń odnotowano w gminie Wohyń. Płonęła leśna ściółka – sucha, łatwo zapalna po długim okresie bez deszczu. Strażacy za każdym razem szybko docierali na miejsce i zduszali ogień, zanim objął większy obszar.
Liczba zdarzeń i sposób, w jaki ogień pojawiał się w lesie, sprawiły, że przestało to wyglądać na przypadkowe zaprószenia. Funkcjonariusze dokładnie przeanalizowali miejsca kolejnych pożarów. Przeglądali ścieżki dojazdowe, punkty, w których płomienie za każdym razem się pojawiały, godziny zgłoszeń. Z tych danych wyłonił się schemat wskazujący na celowe podpalenia.

Duże znaczenie miała praca dzielnicowej gminy Kąkolewnica oraz policjantów z Wydziału Kryminalnego Komendy Powiatowej Policji w Radzyniu Podlaskim. Dzięki rozpoznaniu terenu i działaniom operacyjnym wytypowali jednego mężczyznę, który mógł mieć związek z serią podpaleń. W piątek, 16 maja, policjanci zatrzymali 37-latka.
Śledczy potwierdzili, że mężczyzna w ostatnich tygodniach wielokrotnie podkładał ogień w lasach na terenie powiatu radzyńskiego. Z ustaleń wynika, że zdarzało mu się po podpaleniu wracać w okolice miejsca zdarzenia i z ukrycia obserwować strażaków walczących z ogniem.
Sprawca wybierał szczególnie ryzykowne warunki. Czekał na dni, gdy silniejszy wiatr mógł łatwo przenieść płomienie przez suche poszycie lasu. Ściółka od dłuższego czasu miała niską wilgotność, więc nawet niewielki ogień w krótkim czasie mógł przerodzić się w groźny pożar. Do podpaleń dochodziło o różnych porach dnia, co utrudniało przewidzenie kolejnych zdarzeń i szybką reakcję służb.
Ogień nie objął dużych połaci lasu dzięki czujności i szybkiemu wyjazdowi zastępów straży pożarnej oraz ratowników. Płomienie za każdym razem zatrzymywano, zanim zagroziły domom czy życiu ludzi.
37-letni mieszkaniec gminy Kąkolewnica przyznał się do sześciu podpaleń. W przeszłości próbował związać swoje życie ze strażą pożarną – chciał zostać zawodowym strażakiem, później planował wstąpić do Ochotniczej Straży Pożarnej. Nie został przyjęty ani do Państwowej Straży Pożarnej, ani do OSP, co według śledczych miało dla niego znaczenie emocjonalne.
Wczoraj sąd rozpatrzył wniosek policjantów z Radzynia Podlaskiego i prokuratury. Sędzia zdecydował o zastosowaniu wobec 37-latka tymczasowego aresztowania na trzy miesiące. Mężczyzna trafił do aresztu i tam poczeka na dalszy bieg sprawy.
Za sprowadzenie zdarzenia zagrażającego życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach kodeks karny przewiduje karę nawet do 10 lat pozbawienia wolności. Ten przypadek przypomina mieszkańcom powiatu, że każdy pożar lasu, szczególnie w okresie suszy i wiatru, może w kilka minut wymknąć się spod kontroli. Trzeba reagować na podejrzany dym czy zachowanie w lesie i natychmiast wzywać służby – w tej sprawie czujność i szybka interwencja pozwoliły uniknąć katastrofy na większą skalę.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze