Reklama

13-latek podejrzany o śmierć brata zostanie w schronisku do kwietnia

Tragedia z końcówki ubiegłego roku, która rozegrała się w gminie Borki, wciąż nie doczekała się finału na sali sądowej. Sąd w Radzyniu Podlaskim właśnie zdecydował, że 13-latek podejrzany o doprowadzenie do śmierci swojego starszego brata, nie wróci na razie do domu. Chłopiec spędzi w schronisku dla nieletnich kolejne trzy miesiące, a jego pobyt tam został oficjalnie przedłużony do 27 kwietnia 2026 roku.

 

Decyzja sądu o dalszym zamknięciu

Jak podaje Polska Agencja Prasowa, rzecznik Sądu Okręgowego w Lublinie, sędzia Andrzej Mikołajewski, potwierdził te ustalenia. Wyjaśnił on, że sprawa dotyczy bardzo poważnego czynu, a środek tymczasowy w postaci schroniska jest w tej chwili niezbędny. To najsurowsze rozwiązanie, po jakie może sięgnąć sąd rodzinny przed wydaniem ostatecznego wyroku. Sytuacja przypomina moment, w którym wszyscy muszą się zatrzymać i poczekać na ruch ekspertów, bo bez ich zdania nie da się ruszyć z miejsca.

Reklama

Opinia biegłych jako klucz do sprawy

Obecnie akta sprawy znajdują się w rękach sędziów z Wydziału Rodzinnego i Nieletnich w Radzyniu Podlaskim. Pracują oni nad zbieraniem dowodów, ale najważniejszym elementem układanki są teraz opinie przygotowywane przez biegłych specjalistów. Dopóki te dokumenty nie trafią na biurko sędziego, nie ma mowy o wyznaczeniu konkretnego terminu rozprawy. Sąd jest w tej kwestii bardzo powściągliwy i ze względu na dobro dziecka nie zdradza żadnych dodatkowych szczegółów dotyczących postępów w śledztwie.

Reklama

Tragedia w gminie Borki

Wszystko zaczęło się w jedną z październikowych nocy, gdy pod dom w małej miejscowości podjechały karetki i radiowozy. Ratownicy próbowali ratować 17-latka, który według nieoficjalnych doniesień przekazanych przez Dziennik Wschodni, został ugodzony nożem przez swojego młodszego brata. Chłopak trafił do szpitala, jednak obrażenia okazały się zbyt ciężkie i po kilku godzinach zmarł. To wydarzenie jest tym bardziej szokujące, że w rodzinie wcześniej nie dochodziło do awantur, nikt nie miał założonej niebieskiej karty, a policja nigdy wcześniej nie musiała tam interweniować. Cała lokalna społeczność wciąż próbuje zrozumieć, co mogło doprowadzić do tak dramatycznego finału w domu, który wydawał się zupełnie spokojny.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 14/01/2026 18:01
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Łuków.TV




Reklama
Najnowsze wiadomości