Reklama

„Zawsze coś było nie tak z Julką”. Sąsiedzi o Monice B. i dramacie, który rozegrał się w Sięciaszce Drugiej

Proces Moniki B., oskarżonej o znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem nad swoją 10-letnią córką, ruszył przed sądem w Siedlcach. Kobieta miała celowo krzywdzić dziewczynkę, by wyłudzać pieniądze. Teraz głos zabierają sąsiedzi z Sięciaszki Drugiej: – Julka wygląda zupełnie inaczej, a matka zamykała ją w domu pod kluczem – mówią w rozmowie z „Faktem”.

Sąsiedzi: „Brama zawsze zamknięta, Julka nie wychodziła”

Monika B. odpowiada przed sądem za znęcanie się nad swoją córką Julką – według śledczych celowo raniła dziecko, by wzbudzać litość i zbierać pieniądze. Jak donosi „Fakt”, kobieta miała stosować żrące substancje, powodując rany na twarzy i szyi córki. Sprawa wstrząsnęła mieszkańcami Sięciaszki Drugiej, gdzie przez lata żyła cała rodzina.

Brama była zamknięta na cztery spusty przez cały czas. Nikogo nie wpuszczali. Nawet listonosz awizo musiał zostawiać – mówi jeden z sąsiadów cytowany przez „Fakt”. – Tylko czasem słychać było piski Julki.

Reklama

Wielu mieszkańców wspomina, że dziewczynka miała liczne rany i strupy na twarzy, a matka tłumaczyła to ciężką chorobą skóry i problemami psychicznymi córki. – Julka lgnęła do innych dzieci, ale Monika B. nie pozwalała jej z nikim się bawić – opowiadają świadkowie. Dziś te relacje mają kluczowe znaczenie – część sąsiadów otrzymała wezwania do Sądu Okręgowego w Siedlcach, gdzie będą zeznawać w sprawie.

Julka wróciła do ojca. „To zupełnie inne dziecko”

Po zatrzymaniu Moniki B. Julka trafiła najpierw do specjalnego ośrodka, a później pod opiekę ojca. Jak relacjonują sąsiedzi w rozmowie z „Faktem”, stan dziewczynki znacząco się poprawił. – Wyładniała, wszystkie rany jej się zabliźniły. Ma niewielkie ślady, ale wygląda pięknie – mówi jedna z mieszkanek Sięciaszki. – Zaczęła chodzić do szkoły, sama jeździ, nie trzeba jej odprowadzać. Teraz ludzie widzą, jaka jest prawda. To matka wmawiała jej choroby i zarabiała na tym.

Reklama

Proces 44-letniej Moniki B. rozpoczął się w czwartek, 17 lipca, w Sądzie Okręgowym w Siedlcach. Ze względu na dobro dziecka rozprawa jest niejawna. Oskarżona została doprowadzona na salę w kajdankach, twarz ukrywała pod kapturem. Według relacji „Faktu”, nie odzywała się, a jedynie raz, wychodząc na przerwę, zawołała: – Ratuj mnie, synku – co wywołało zamieszanie na korytarzu.

Teraz prosi o ratunek? A dlaczego wcześniej tak długo narażała Julcię na takie potworne cierpienie? – komentuje inny z sąsiadów w rozmowie z „Faktem”. Jeśli sąd uzna kobietę za winną, grozi jej nawet 20 lat więzienia.

Reklama

Źródło: Fakt.pl

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Łuków.TV




Reklama
Najnowsze wiadomości