Reklama

Zamknięty lokal nad zalewem podzielił Łuków. Ratusz wypowiada umowę, ale klub odpowiada: „Jeszcze otwieramy!”

Afera wokół Rokoko Beach Bar nad Zalewem Zimna Woda rozgrzała mieszkańców Łukowa do czerwoności. Z jednej strony są urzędnicy i OSiR, którzy przekonują, że chcą tylko spokoju dla rodzin z dziećmi. Z drugiej – wściekła młodzież, która uważa, że miasto po prostu zamienia się w wielki dom spokojnej starości, a po zmroku nie ma tu absolutnie co robić.

 

Samo Rokoko Beach Bar nie zamierza jednak zwijać żagli bez walki. Właśnie opublikowali w sieci krótki, ale wymowny komunikat. Podziękowali mieszkańcom za gigantyczną falę wsparcia i zapowiedzieli, że w najbliższych dniach odniosą się szczegółowo do całej afery. Ale najważniejsze pytanie brzmiało: co z najbliższym weekendem? Odpowiedź lokalu jest jednoznaczna: „TAK! JESZCZE JESTEŚMY OTWARCI. Widzimy się w piątek i sobotę”. Zanosi się więc na to, że nadchodzące noce nad zalewem będą wyjątkowo gorące.

Urząd powołuje się na paragrafy i brak spokoju

Skąd w ogóle pomysł na pogonienie najemcy? Burmistrz Piotr Płudowski przekonuje, że sprawa ma twarde podłoże formalne. Kontrola przeprowadzona przez OSiR miała wykazać, że operator lokalu po prostu nie wywiązywał się z przyjętych zobowiązań, co dało prawną podstawę do natychmiastowego zerwania kontraktu.

Reklama

Za paragrafami idzie jednak też drugi argument – bezpieczeństwo i porządek. Władze twierdzą, że nocne dyskoteki ściągnęły nad wodę głośne awantury, rzeki alkoholu i ciągłe interwencje policji. Miejsce, które miało służyć do wypoczynku i rekreacji, dorobiło się zdaniem ratusza fatalnej reputacji.

I trzeba przyznać, że część łukowian klaszcze urzędnikom. Pan Kamil nie kryje w sieci satysfakcji, tłumacząc, że bójki i chuligaństwo to żadna rekreacja. Podobnie uważają pan Mariusz i pan Tomasz – według nich likwidacja imprezowni nad zalewem to jedyna szansa, by wreszcie skończyć z nocnym bałaganem pod nosem.

Reklama

Młodzież wściekła: „Odbierają nam wszystko”

Sęk w tym, że dla młodszego pokolenia to była ostatnia deska ratunku. W mieście wrze, a komentarze w internecie nie pozostawiają na władzach suchej masy. Pani Justyna przypomina, że z mapy Łukowa zniknęły już dawno takie miejsca jak Szampańska czy Kasztelania. Z kolei pani Wiola i pan Szymon wytykają ratuszowi podwójne standardy: na potańcówki dla seniorów czy miejskie bale z pieniędzy podatników grosz zawsze się znajdzie, a młodym odbiera się absolutnie wszystko, zostawiając im co najwyżej spacery między kolejnymi budkami z kebabem.

Mieszkańcy zwracają też uwagę na prostą zależność. Pan Krzysztof ostrzega, że zakazy nie sprawią, iż nastolatki nagle grzecznie pójdą spać o dwudziestej. Przeniosą się po prostu pod dworzec PKP albo na parkingi pod marketami – a tam, bez żadnej ochrony, o bójkę czy wypadek będzie jeszcze łatwiej.

Reklama

Wielu pyta zresztą, dlaczego od razu wyciągnięto najcięższe działa, zamiast poszukać kompromisu. Pan Kamil podrzucał pomysł montażu profesjonalnego nagłośnienia kardioidalnego, które kieruje dźwięk wyłącznie na parkiet i nie niesie go po okolicznych osiedlach. Pani Kasia i pan Łukasz proponowali z kolei twardszą ochronę na parkingach i ukrócenie picia poza terenem lokalu.

Gorący weekend nad wodą

Zamiast rozmowy wyszedł jednak otwarty konflikt. Rokoko zapowiada, że szczegóły swojej wersji wydarzeń przedstawi wkrótce, a młodzież już skrzykuje się na najbliższy piątek i sobotę над zalewem. Pytanie tylko, co stanie się w kolejnych tygodniach. Czy urzędnicy ugną się pod presją setek wściekłych mieszkańców, czy Łuków po zmroku na dobre zapadnie w sen zimowy?

Czytaj nas w Google
Dodaj do Google
Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 01/10/2026 21:42
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Łuków.TV




Reklama
Najnowsze wiadomości