Oświadczenie Kamila Walczaka odbiło się w Łukowie szerokim echem. Znany przedsiębiorca ogłosił zamknięcie restauracji „Zielony Gaj” po 13 latach walki o biznes i wywołał do tablicy władze miasta, zarzucając im dokręcanie śruby podatkowej. Na odpowiedź burmistrza Piotra Płudowskiego nie trzeba było długo czekać. Włodarz wyraził żal, ale zaznaczył, że prawda o kłopotach lokalu leży znacznie głębiej.
Otrzymanie wypowiedzenia umowy najmu przypieczętowało los restauracji, ale – jak nie ukrywa Kamil Walczak – bezpośrednim ciosem okazał się sierpień i nagłe załamanie obrotów. Dla 39-letniego restauratora to wyjątkowo bolesny moment.
– Przez 13 lat wszystko, co tam zarabialiśmy, pakowałem z powrotem w to miejsce. Wymieniłem właściwie wszystko oprócz samych ścian: okna, elewację, dach, kostkę przed budynkiem i cały wystrój. Wyobrażałem sobie, że buduję coś trwałego dla dzieci, żeby kiedyś mogły to przejąć i po prostu karmić ludzi. Dziś muszę to wszystko zostawić – mówił ze smutkiem w nagraniu na żywo.
Reklama
Przedsiębiorca bez ugrzeczniania przedstawił codzienność polskiej gastronomii. Rosnące bez przerwy rachunki za prąd, gaz i paliwo w połączeniu z wyższymi podatkami lokalnymi sprawiły, że biznes przestał się spinać. Walczak wskazał na bolesny absurd dzisiejszego rynku: choć utrzymanie lokalu kosztuje krocie, ceny dla klientów trzeba było obniżać, by w ogóle ktokolwiek przyszedł. Cenę przyjęcia okolicznościowego obniżył ze 180 do 130 zł za osobę. Z kolei zwykły obiad dnia – przy dzisiejszych kosztach – musiałby kosztować aż 90 zł, żeby wyjść na zero.
Przedsiębiorca zdobył się na rzadko spotykaną szczerość w kwestii swoich finansów. Odniósł się do powszechnego przekonania, że prowadzenie restauracji automatycznie oznacza luksus i wielkie pieniądze.
– Mój dom, samochody i cały sprzęt w firmie są na kredytach i w leasingu. Prowadzę biznes od 13 lat, a tak naprawdę nie dorobiłem się niczego na własność. Nie marzę o milionach na koncie. Chcę po prostu opłacić dom, spłacić raty i dać ludziom uczciwą pensję – wyznał.
W nagraniu padły też przeprosiny skierowane do pracowników i kontrahentów za opóźnienia w wypłatach czy składkach ZUS. Walczak zapewnił, że robi wszystko, by jak najszybciej uregulować każdy dług.
Druga część wypowiedzi restauratora trafiła prosto w łukowski samorząd. Walczak wezwał radnych oraz burmistrza do zahamowania podwyżek opłat i przyjrzenia się temu, co dzieje się na ulicach miasta.
– Opanujcie się z tymi podatkami i inwestycjami na lata. Zatrzymajcie się na chwilę. Wystarczy przejść się po Łukowie – pustych lokali do wynajęcia przybywa z miesiąca na miesiąc, bo nikt już nie daje rady dźwigać tego ciężaru. Jeśli podejście władz się nie zmieni, w tym mieście po prostu nie da się dalej prowadzić firmy – apelował.
Mimo zamknięcia „Zielonego Gaju”, Walczak nie zamierza całkowicie rezygnować z gastronomii. Działalność przenosi do restauracji „Bajeczna”, którą kupił rok temu. Jak sam przyznaje, tam również czeka go ciężka przeprawa, jeśli sytuacja gospodarcza się nie poprawi. Podkreśla jednak, że hart ducha ze sportowej przeszłości i wiara nie pozwalają mu się poddać.
Na reakcję gospodarza miasta nie trzeba było długo czekać. Burmistrz Piotr Płudowski odniósł się do zarzutów w trakcie własnego wystąpienia w sieci. Podał w wątpliwość narrację, jakoby główną przyczyną upadku restauracji były decyzje podatkowe ratusza.
– Ja rzeczywistość pana Kamila znam trochę lepiej niż to, co zostało przedstawione w tym nagraniu. Bardzo ubolewam, jest mi bardzo przykro, że firma pana Kamila znalazła się w takim położeniu i w takim miejscu, w którym się dzisiaj znalazła – skomentował Płudowski.
Reklama
Włodarz Łukowa zaznaczył, że sprowadzanie całej sprawy do kwestii podatków czy lokalnej polityki jest sporym uproszczeniem.
– Jestem przekonany, że to nie jest problem samej restauracji Zielony Gaj. Tam był inny problem, bardziej złożony, i on nie tkwił w tej lokalizacji – skwitował burmistrz, nie wchodząc w szczegóły sytuacji finansowo-organizacyjnej przedsiębiorcy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze