Remont drewnianego kościoła św. Zofii w Zofiborze za blisko 4 mln zł zakończony. Teraz parafia zbiera 2,8 mln zł na odnowę wnętrza.
Pachnie świeżym drewnem, a najstarsze, wyeksploatowane przez czas belki wreszcie przestały trzeszczeć. Świątynia pw. Świętej Zofii w Zofiborze dostała właśnie drugie życie. Remont zabezpieczył budynek na długie dekady i pochłonął blisko cztery miliony złotych, ale dla miejscowych to inwestycja bezcenna.
Kiedy w 1854 roku miejscowi cieśle stawiali te zręby, nikt nie myślał o wielkich budżetach i dotacjach. Po ponad półtora wieku budynek dosłownie wołał jednak o ratunek. Ekipy budowlane musiały wejść w najgłębsze warstwy konstrukcji, żeby ostatecznie powstrzymać degradację drewna. Starosta łukowski Dariusz Szustek patrzy na efekty tych prac z wyraźną ulgą. Zaznacza, że udało się ocalić autentyczny kawałek barokowej architektury. Zabezpieczono mury i fundamenty tak mocno, że kościół bez problemu oprze się wichurom i upływowi czasu przez co najmniej sto kolejnych lat.
Tak potężna interwencja budowlana wymagała głębokich kieszeni, a same chęci by nie wystarczyły. Z rządowego programu Polski Ład spłynął okrągły milion złotych. Marszałek województwa dołożył do tej puli kolejne trzy miliony z funduszy europejskich. Ale suche liczby z urzędowych tablic to tylko część tej historii. Prawdziwym oparciem okazali się sami mieszkańcy. Dariusz Orzeł, który reprezentuje tutejszą społeczność, przyznaje wprost, że bez ludzkiej ofiarności ten remont po prostu by się nie udał.
- Pieniądze odkładane podczas wizyt duszpasterskich i oddolne zbiórki domknęły budżet. W Zofiborze dbanie o własną parafię to naturalny odruch, który przechodzi z ojca na syna - mówi Orzeł.
Reklama
Z zewnątrz drewniana bryła znów cieszy oko, jednak to dopiero zamknięcie pierwszego, najtrudniejszego rozdziału. Przed lokalną społecznością kolejne wyzwanie, czyli odtworzenie duszy tego miejsca. Trzeba pieczołowicie odnowić ołtarze, obudzić milczące od dawna organy i przywrócić dawny blask polichromiom. Rachunek za te estetyczne i konserwatorskie detale wyniesie około 2,8 miliona złotych.
Samorządowcy już deklarują pomoc w papierkowej robocie i szukaniu kolejnych źródeł finansowania.
Starosta Szustek żartuje nawet, że miejscowy proboszcz przeszedł przy tej budowie tak twardą szkołę pisania wniosków, że z następnymi poradzi sobie niemal z marszu.
Reklama
Sam ksiądz Jarosław Czech patrzy na puste jeszcze rusztowania z ogromnym wzruszeniem. Od dnia konsekracji świątynia nie widziała tak poważnych napraw. Duchowny wspomina, że po prostu przyszła chwila, gdy budynek opadł z sił i trzeba było działać natychmiast. Dziękuje urzędnikom za przyznane środki, ale najniżej kłania się swoim sąsiadom. To w końcu ich dom modlitwy, miejsce, w którym od pokoleń żegnają bliskich i chrzczą swoje dzieci.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze