W Celinach doszło do groźnego wypadku, w którym pod ciężarem zawalonego budynku gospodarczego utknęły krowy, a właściciel gospodarstwa potrzebował pomocy medycznej. Na miejscu pracowało wiele zastępów straży pożarnej, a do akcji wezwano nawet śmigłowiec ratunkowy.
To była bardzo trudna chwila dla mieszkańców Celin. Nagle dach i ściany budynku, w którym trzymano zwierzęta, runęły na ziemię. To trochę tak, jakby domek z kart złożył się w mgnieniu oka, tylko że tutaj pod gruzami znalazły się żywe stworzenia. W środku było kilka krów. Większość zwierząt udało się szybko wyprowadzić w bezpieczne miejsce, ale jedna z nich została uwięziona pod ciężkimi elementami konstrukcji. Strażacy musieli działać bardzo ostrożnie, żeby nie skrzywdzić zwierzaka i sami nie zostać ranni.
W pomoc zaangażowało się mnóstwo ludzi. Na podwórko wjechały wozy bojowe z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej z Łukowa oraz ochotnicy z wielu okolicznych miejscowości. Przyjechali druhowie z OSP Celiny, Nurzyny, Popław Rogal i Gołowierzchów. Nie zabrakło też wsparcia z Karwowa i Trzebieszowa. Strażacy wspólnymi siłami starali się opanować sytuację i wyciągnąć uwięzioną krowę spod gruzów. Praca była ciężka, bo każdy ruch naruszonej ściany mógł być niebezpieczny.
Podczas całego zamieszania doszło do kolejnego nieszczęścia. Przestraszone krowy, które uciekały z walącej się obory, wpadły na swojego właściciela. Zwierzęta są wielkie i silne, więc uderzenie było bardzo bolesne. Mężczyzna został potrącony i przewrócił się, doznając obrażeń. Sytuacja wyglądała na tyle poważnie, że wezwano na pomoc śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Maszyna była już w drodze, ale po dokładnym zbadaniu gospodarza przez ratowników na miejscu okazało się, że jego rany nie są aż tak groźne. Pilot śmigłowca dostał sygnał, że może wracać do bazy, bo wystarczyła pomoc medyków z karetki.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze