Ponad 30 ratowników walczyło z żywiołem, który dziś rano zaatakował jeden z zakładów produkcyjnych w Łukowie. Ewakuowano wszystkich pracowników, a gęsty, gryzący dym z płonącej izolacji był widoczny z dalekich części miasta. Strażacy musieli rozbierać dach, by zdusić ogień w zarodku.
Zgłoszenie wpłynęło do stanowiska kierowania o godzinie 8:11. Gdy większość mieszkańców Łukowa zaczynała swój dzień pracy, w zakładzie przy ul. Zimna Woda wybuchła panika. Ogień pojawił się na poddaszu hali produkującej elementy metalowe.
Zarządca natychmiast zarządził ewakuację. Na szczęście wszyscy pracownicy bezpiecznie opuścili budynek, zanim gęste kłęby dymu odcięły drogi ucieczki.
ZOBACZ: Czołowe zderzenie gigantów w Gołaszynie. DK63 była zablokowana przez ciężarówki!
Sytuacja była poważna – pożar objął około 50 metrów kwadratowych dachu. Płonęła wełna mineralna, która generowała potężne zadymienie, utrudniając pracę ratownikom. Na miejsce rzucono potężne siły: aż 12 zastępów straży pożarnej, w tym wsparcie z okolicznych miejscowości.
Strażacy musieli działać błyskawicznie, by ogień nie przeniósł się na dół, gdzie znajdują się maszyny i gotowe elementy metalowe. Ratownicy pracowali na wysokości 7 metrów, rozbierając konstrukcję dachu, aby dotrzeć do ukrytych zarzewi ognia.
Jan mówi nam Mariusz Małecki, zastępca komendanta łukowskiej policji choć ogień udało się już zlokalizować i ugasić, na miejscu wciąż trwa dogaszanie i sprawdzanie, czy w konstrukcji nie kryje się "cichy zabójca" – niewidoczne gołym okiem punkty cieplne.
Obecnie nie wiadomo, co było przyczyną zaprószenia ognia. Straty materialne mogą być jednak ogromne, biorąc pod uwagę zniszczenia dachu i konieczność wstrzymania produkcji.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze