ŁUKÓW. Idziesz ulicą Warszawską albo Międzyrzecką, chcesz wyrzucić pustą butelkę i... nagle zaczynają się poszukiwania najbliższego śmietnika. Znasz to? Brak koszy na śmieci przy głównych drogach w Łukowie to temat, który irytuje wielu z nas. Radny Łukasz Bober postanowił w końcu wywołać urzędników do tablicy. Odpowiedź burmistrza i załączone dokumenty z GDDKiA stawiają sprawę jasno: drogowcy z Lublina umywają ręce.
W połowie kwietnia radny Łukasz Bober złożył interpelację, w której czarno na białym wypunktował problem – na głównych trasach w mieście brakuje miejsc, gdzie można legalnie i kulturalnie pozbyć się drobnych śmieci. Odpowiedź z magistratu przyszła 12 czerwca. Burmistrz Piotr Płudowski pokazał pismo, jakie miasto dostało od Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Kto więc powinien dbać o porządek?
Międzyrzecka i Warszawska to drogi krajowe (kolejno DK63 i DK76), więc miasto musiało zapytać o zdanie ich głównego zarządcę z Lublina. GDDKiA szybko jednak przypomniała o starych ustaleniach.
Okazuje się, że na przełomie 2012 i 2013 roku miasto podpisało z drogowcami umowy użyczenia dotyczące przystanków autobusowych. Zgodnie z tymi papierami, to właśnie łukowski samorząd ma obowiązek opróżniać kosze stojące w rejonie wiat przystankowych.
„Zgodnie z umową użyczenia pomiędzy GDDKiA a Miastem Łuków [...] Miasto Łuków zobowiązane jest do opróżniania koszy znajdujących się w obrębie przystanków autobusowych” – pisze wprost Marek Żmijan, wicedyrektor lubelskiego oddziału GDDKiA.
Co jednak z koszami, które stoją przy chodnikach, ale już poza samymi przystankami? Tutaj lubelska dyrekcja stawia sprawę wyjątkowo twardo. Wskazano konkretne lokalizacje, które budziły wątpliwości:
ulica Siedlecka (przy szkole),
ulica Piłsudskiego (przed skrzyżowaniem z Warszawską),
ulica Warszawska (w rejonie kładki dla pieszych oraz przy skrzyżowaniu z ul. Browarną).
GDDKiA krótko ucina temat: te śmietniczki nie są ich własnością i instytucja nie zamierza dokładać do ich utrzymania ani tym bardziej stawiać nowych dla wygody pieszych.
Wniosek z tej urzędniczej wymiany pism jest banalnie prosty. Jeśli nie chcemy, by papierki i butelki lądowały w trawie wzdłuż Warszawskiej czy Międzyrzeckiej, to miasto musi wziąć sprawę na swoje barki – i sfinansować nowe kosze z własnej kieszeni. Drogowcy z Lublina palcem w tej sprawie nie kiwną, bo dbają tylko o to, co ściśle wiąże się z ruchem samochodowym i wspomnianymi przystankami.
Piłeczka jest teraz po stronie władz miasta i radnych, którzy będą musieli zdecydować, czy w budżecie znajdą się fundusze na poprawę estetyki tych ruchliwych ulic.
ŁUKÓW. Idziesz ulicą Warszawską albo Międzyrzecką, chcesz wyrzucić pustą butelkę i... nagle zaczynają się poszukiwania najbliższego śmietnika. Znasz to? Brak koszy na śmieci przy głównych drogach w Łukowie to temat, który irytuje wielu z nas. Radny Łukasz Bober postanowił w końcu wywołać urzędników do tablicy. Odpowiedź burmistrza i załączone dokumenty z GDDKiA stawiają sprawę jasno: drogowcy z Lublina umywają ręce.
W połowie kwietnia radny Łukasz Bober złożył interpelację, w której czarno na białym wypunktował problem – na głównych trasach w mieście brakuje miejsc, gdzie można legalnie i kulturalnie pozbyć się drobnych śmieci. Odpowiedź z magistratu przyszła 12 czerwca. Burmistrz Piotr Płudowski pokazał pismo, jakie miasto dostało od Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Kto więc powinien dbać o porządek?
Międzyrzecka i Warszawska to drogi krajowe (kolejno DK63 i DK76), więc miasto musiało zapytać o zdanie ich głównego zarządcę z Lublina. GDDKiA szybko jednak przypomniała o starych ustaleniach.
Okazuje się, że na przełomie 2012 i 2013 roku miasto podpisało z drogowcami umowy użyczenia dotyczące przystanków autobusowych. Zgodnie z tymi papierami, to właśnie łukowski samorząd ma obowiązek opróżniać kosze stojące w rejonie wiat przystankowych.
„Zgodnie z umową użyczenia pomiędzy GDDKiA a Miastem Łuków [...] Miasto Łuków zobowiązane jest do opróżniania koszy znajdujących się w obrębie przystanków autobusowych” – pisze wprost Marek Żmijan, wicedyrektor lubelskiego oddziału GDDKiA.
Co jednak z koszami, które stoją przy chodnikach, ale już poza samymi przystankami? Tutaj lubelska dyrekcja stawia sprawę wyjątkowo twardo. Wskazano konkretne lokalizacje, które budziły wątpliwości:
ulica Siedlecka (przy szkole),
ulica Piłsudskiego (przed skrzyżowaniem z Warszawską),
ulica Warszawska (w rejonie kładki dla pieszych oraz przy skrzyżowaniu z ul. Browarną).
GDDKiA krótko ucina temat: te śmietniczki nie są ich własnością i instytucja nie zamierza dokładać do ich utrzymania ani tym bardziej stawiać nowych dla wygody pieszych.
Wniosek z tej urzędniczej wymiany pism jest banalnie prosty. Jeśli nie chcemy, by papierki i butelki lądowały w trawie wzdłuż Warszawskiej czy Międzyrzeckiej, to miasto musi wziąć sprawę na swoje barki – i sfinansować nowe kosze z własnej kieszeni. Drogowcy z Lublina palcem w tej sprawie nie kiwną, bo dbają tylko o to, co ściśle wiąże się z ruchem samochodowym i wspomnianymi przystankami.
Piłeczka jest teraz po stronie władz miasta i radnych, którzy będą musieli zdecydować, czy w budżecie znajdą się fundusze na poprawę estetyki tych ruchliwych ulic.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze