Niedzielny wieczór w Rozłąkach (KRZYWDA) upływało spokojnie aż do godziny 16:44, kiedy nad jednym z domów pojawił się gęsty dym. Na miejsce natychmiast wezwano służby ratunkowe, ponieważ w przewodzie kominowym zapaliła się sadza. Sytuacja wyglądała poważnie, więc do akcji skierowano cztery zastępy strażaków, którzy musieli ratować budynek przed rozprzestrzeniającym się ogniem.
Pożar sadzy to dla strażaków wyścig z czasem. Taki ogień wewnątrz komina zachowuje się jak rozgrzany piec, który w każdej chwili może doprowadzić do pęknięcia ścian i zapalenia się dachu. Ratownicy najpierw zabezpieczyli całe podwórko, aby nikt z domowników ani gapiów nie ucierpiał. Następnie odcięli dopływ powietrza do przewodu, co pozwoliło nieco stłumić płomienie. Do ostatecznego zduszenia ognia użyli specjalistycznej lancy kominowej oraz bomb proszkowych.
Bezpieczeństwo mieszkańców i specjalistyczny sprzęt
Samo ugaszenie płomieni nie oznaczało końca pracy. Strażacy musieli mieć absolutną pewność, że życie mieszkańców nie jest już zagrożone. Wykorzystali kamerę termowizyjną, by sprawdzić, czy ściany nie są zbyt gorące, oraz detektor wielogazowy do wykrycia niewidocznych i trujących oparów. To kluczowy moment akcji, bo pozwala wykluczyć ryzyko ponownego wybuchu ognia lub zaczadzenia osób przebywających w domu.
Straż pożarna biorąca udział w akcji
W ratowaniu mienia w Rozłąkach uczestniczyło kilka jednostek, które ściśle ze sobą współpracowały. Według informacji przekazanych przez OSP KSRG Krzywda na miejscu pracowali druhowie z Krzywdy, Stoczka Łukowskiego oraz Podosia. Wspierał ich również zastęp z zawodowej jednostki JRG Łuków. Dzięki ich sprawnej interwencji dom udało się uratować.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze