Reklama

Ochrona w garniturach, śpiączka i zmyślony były. Ślub pod Łukowem odwołany, pan młody w kajdankach

Plan był dopracowany w najdrobniejszych szczegółach: huczne wesele na 150 osób, goście z Polski i Holandii, wykwintne jedzenie oraz ochrona wtapiająca się w tłum. Wszystko zarezerwowane z dwuletnim wyprzedzeniem w Domu Weselnym „Chabrowy” w Zalesiu pod Łukowem. Cała ta misterna konstrukcja pękła jednak na kilka dni przed uroczystością, gdy do akcji wkroczyli policyjni łowcy głów. To, co wydarzyło się później, przypomina scenariusz mocnego serialu obyczajowo-kryminalnego.

 Garnitury i tajemniczy były

Przygotowania do uroczystości trwały od 2023 roku. Narzeczeni pięć lat wcześniej wzięli ślub cywilny  ale marzyli o tradycyjnej ceremonii kościelnej w ojczyźnie. Większość spraw załatwiali zdalnie z zagranicy, a umowa z domem weselnym od samego początku była podpisana wyłącznie na pannę młodą. Jak się okazało – nie był to przypadek.

Na osiem dni przed planowaną imprezą para przyjechała do Zalesia, by uregulować formalności i wpłacić większość należności – blisko 55 tysięcy złotych, czyli 80 procent całej kwoty.

Reklama

– Zaczęli opowiadać historię, że pięć lat temu w Holandii jej były partner zniszczył ich ślub cywilny – relacjonuje Marta Zalewska, właścicielka Domu Weselnego „Chabrowy”. – Poprosili więc o ochronę na weselu. Ochroniarze mieli być w garniturach, żeby nie rzucać się w oczy, tylko i wyłącznie z troski o to, żeby po raz kolejny ten były partner nie zniszczył im najważniejszego dnia. Prosili też o zamykanie bram ze względu na bezpieczeństwo ich małej córeczki.

Wzruszająca opowieść o krawężniku

Prawdziwy spektakl zaczął się w środę przed sobotnim weselem. Do recepcji zadzwoniła zapłakana matka panny młodej z informacją, że pan młody miał ciężki wypadek i przyjęcie trzeba wstrzymać. Dzień później w obiekcie pojawiła się sama narzeczona – cała na czarno, ze łzami w oczach i na skraju załamania.

Reklama

– Przyjechała ubrana na czarno, zapłakana i opowiada, że jej były partner miał zadzwonić na policję z donosem, że mąż przewozi narkotyki. Mąż pojechał po bułki dla córeczki, a policjanci pod sklepem mieli go agresywnie powalić na ziemię. W wyniku tego uderzył głową o krawężnik i w stanie śpiączki trafił do szpitala w Białej Podlaskiej – wspomina Marta Zalewska. – Opowiadała, że jest w beznadziejnym stanie, że musi mieć dobrego adwokata. Mówiła nawet, że ich mała córeczka rano się obudziła i powiedziała, że śnił jej się zmarły dziadek.

Wstrząśnięta tą tragedią obsługa lokalu od razu rzuciła się do pomocy. Przez cały dzień odwoływano dostawy, anulowano zamówienia na tort i przeliczano koszty, byle tylko zwrócić niedoszłym nowożeńcom jak największą część wpłaconej kwoty.

Reklama

Szokująca prawda

Gdy porozumienie w sprawie zwrotu pieniędzy było już praktycznie gotowe, nastąpił zwrot akcji. Jedna z pracownic lokalu, mająca znajomych w policji, postanowiła dopytać o stan zdrowia poszkodowanego mężczyzny i brutalną interwencję.

 

– Dostałam wieczorem telefon od koleżanki. Mówi do mnie: „Siedzisz? Wyobraź sobie, że to wszystko ściema! Żadnej takiej sytuacji nie było, ten facet jest po prostu ścigany listem gończym” – opowiada właścicielka „Chabrowego”.

 

Wtedy cała mistyfikacja wyszła na jaw. Żadnego wypadku pod sklepem nie było, a policja nikogo nie pobiła. 34-latek od blisko dekady był poszukiwany dwoma listami gończymi za liczne kradzieże. Zamiast na oddziale intensywnej terapii, mężczyzna przebywał w celi aresztu po tym, jak w drodze na toast z kuzynem zgarnęli go policyjni specjaliści od poszukiwań. Z kolei wynajęta ochrona w garniturach nie miała bronić gości przed „byłym partnerem”, lecz stanowić tarcze na wypadek nalotu kryminalnych.

Reklama

Gra do samego końca

Nawet gdy jej narzeczony siedział już za kratami, panna młoda bez mrugnięcia oka kontynuowała swoją grę.

– Pisała mi jeszcze, że nie da rady się spotkać, bo jedzie do szpitala. A tak naprawdę jechała do więzienia, bo on już był przewieziony do aresztu w Białej Podlaskiej – mówi Marta Zalewska. – I dalej pisała maile, próbując się zabezpieczać prawnie i sugerując, że zrezygnowała odpowiednio wcześnie. Czy ona sobie wyobrażała, że można tak po prostu na parę dni przed imprezą zrezygnować z wesela, po tym jak przez dwa lata blokowało się termin?

Reklama

 

Dla właścicieli lokalu sytuacja stała się poważnym sprawdzianem biznesowym.

– Z jednej strony to był ludzki dramat, ale z drugiej – my prowadźmy biznes i nie możemy ponosić kosztów ich przestępczych problemów. To jest obiekt, który przez trzydzieści parę sobót w roku musi zarobić na swoje całoroczne utrzymanie – podsumowuje Marta Zalewska.

Żeby zabezpieczyć się prawnie, władze lokalu zażądały oficjalnej, pisemnej rezygnacji i zabezpieczyły nagrania z rozmów. Niedoszły pan młody najbliższe trzy lata spędzi w więzieniu, a sprawa rozliczenia finansowego trafiła na drogę formalno-prawną.

Czytaj nas w Google
Dodaj do Google
Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 06/10/2026 07:24
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Łuków.TV




Reklama
Najnowsze wiadomości