Reklama

Nocny horror w lesie pod Łukowem! Zadzwonił na policję, krzyknął, że leży krwawiący w ciemnościach... i padła mu bateria!

To miało być nocne szaleństwo na maszynie marki KTM, a omal nie skończyło się tragiczną śmiercią w ciemnym lesie. 37-latek wsiadł na motocykl, choć nie miał prawa jazdy, a w jego żyłach krążył alkohol. Na zakręcie zjechał z drogi, skasował znak drogowy i z impetem przywalił w drzewo. Ledwo żywy wyciągnął telefon, zdążył tylko wykrztusić do dyżurnego, że leży ranny wśród drzew... i komórka się rozładowała!

 

Do tej mrożącej krew w żyłach historii doszło wczoraj tuż przed godziną 23. Do dyżurnego Komendy Powiatowej Policji w Łukowie (woj. lubelskie) zadzwonił przerażony mężczyzna. Głos w słuchawce drżał z bólu i strachu. 37-latek przekazał tylko, że pędził z Łukowa w stronę Krzywdy, ale na zakręcie stracił panowanie nad maszyną i rozbił się w lesie.

Gdy policjant próbował ustalić, gdzie dokładnie znajduje się poszkodowany, ranny potrafił powiedzieć tylko jedno: wokół widzi leśne drzewa. Chwilę później nastąpiła głucha cisza. Bateria w smartfonie padła, a kontakt telefoniczny został zerwany.

Reklama

Zaczęła się walka z czasem. Noc, ciemny las, ciężko ranny człowiek i brak konkretnego namiaru. Do akcji rzucono wszystkich będących w służbie policjantów oraz wezwano na pomoc strażaków. Mundurowi przeczesywali leśne ostępy, analizując każdy strzęp przekazanych wcześniej informacji i polegając na doskonałej znajomości terenu.

Dzięki determinacji ratowników doszło do cudu. Poobijanego 37-latka odnaleziono w lesie przy drodze pomiędzy Krzywdą a Adamowem. Mężczyzna leżał w ciemnościach obok rozbitego motocykla. Z poważnymi obrażeniami ciała po uderzeniu w znak i drzewo został pędzącą na sygnale karetką przetransportowany do szpitala.

Reklama

Gdy emocje opadły, na jaw wyszły porażające fakty. Okazało się, że pechowy motocyklista sam ściągnął na siebie to nieszczęście. 37-latek w ogóle nie powinien siadać za kierownicą! Nie posiadał prawa jazdy, jego KTM nie miał aktualnych badań technicznych, a do tego jechał pod wpływem alkoholu. W szpitalu pobrano mu krew, by ustalić dokładne stężenie promili.

Mężczyzna żyje i to jego największa wygrana tej nocy. Gdy tylko jego stan zdrowia na to pozwoli, policjanci przesłuchają 37-latka. Za skrajną bezmyślność i złamanie prawa odpowie teraz przed sądem.

Czytaj nas w Google
Dodaj do Google
Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 05/10/2026 11:41
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Łuków.TV




Reklama
Najnowsze wiadomości