W piątkowe popołudnie, 6 lutego, mieszkańcy Huty Dąbrowej musieli zmierzyć się z nagłym niebezpieczeństwem. Tuż po godzinie 16:00 w jednym z domów zapaliła się sadza w przewodzie kominowym. Na miejsce natychmiast ruszyły cztery zastępy straży pożarnej, aby opanować sytuację i nie dopuścić do rozprzestrzenienia się ognia na resztę budynku.
Wszystko zaczęło się o godzinie 16:05, kiedy dyżurny odebrał wezwanie o pomoc. Pożar sadzy to sytuacja, którą można porównać do rozgrzania wielkiej metalowej rury do czerwoności w samym środku domu. Jeśli ratownicy nie zadziałają odpowiednio szybko, wysoka temperatura może sprawić, że ogień przeniesie się na dach lub poddasze. Strażacy z OSP KSRG Krzywda oraz OSP Podosie, wspierani przez dwa wozy z zawodowej straży z Łukowa, od razu wzięli się do pracy, żeby wystudzić komin i uratować dobytek mieszkańców.
Ratownicy w pierwszej kolejności zabezpieczyli teren, aby nikt postronny nie ucierpiał podczas działań. Musieli odciąć dopływ powietrza do wnętrza komina, ponieważ ogień potrzebuje go, aby dalej niszczyć konstrukcję. Do walki z żywiołem użyli specjalistycznego sprzętu w postaci tak zwanych bomb proszkowych oraz lancy kominowej. Te narzędzia pozwalają zdusić płomienie w bardzo ciasnych i trudnodostępnych miejscach bez konieczności zalewania całego domu wodą.
Kiedy płomienie udało się już stłumić, strażacy wcale nie odjechali od razu do bazy. Musieli dokładnie sprawdzić, czy ściany nie są zbyt gorące i czy w pomieszczeniach nie zebrały się groźne gazy, których nie widać gołym okiem. Wykorzystali do tego kamerę termowizyjną, która pozwala zajrzeć w głąb muru i zobaczyć ukryte ogniska ciepła, oraz detektor wielogazowy. Dopiero gdy urządzenia pokazały bezpieczne parametry, rodzina mogła odetchnąć z ulgą. Informację o przebiegu tej trudnej akcji przekazała jednostka OSP KSRG Krzywda.

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze