Szpitalny Oddział Ratunkowy w Łukowie to prawdziwa linia frontu. Jeśli ktoś z nas albo naszych bliskich nagle zachorował lub miał wypadek, najpewniej trafił właśnie tutaj. Z najnowszego podsumowania finansowego szpitala za 2025 rok wyłania się jasny obraz: to najbardziej oblężone miejsce w całej placówce, które dźwiga na swoich barkach gigantyczny ciężar.
W zeszłym roku łukowski SOR przyjął dokładnie 15 087 pacjentów. Żeby lepiej to zrozumieć, wystarczy spojrzeć na statystyki całego szpitala. Przez wszystkie oddziały przewinęło się łącznie niespełna 29 tysięcy ludzi. To oznacza, że więcej niż co drugi pacjent trafiający do szpitala w Łukowie zaczynał swoją drogę od SOR-u.
Dla porównania, druga pod względem obłożenia chirurgia przyjęła w tym samym czasie około 2,5 tysiąca osób – czyli sześć razy mniej.
Na szczęście w parze z tą lawiną pacjentów poszły konkretne zmiany w samym budynku. SOR i pracownie diagnostyczne przeszły gruntowny remont, który kosztował ponad 3,5 miliona złotych (pieniądze te w większości dało Ministerstwo Zdrowia).
Za lwią część tej kwoty, bo za ponad 2,3 miliona złotych, kupiono nowoczesny sprzęt medyczny. Cel tej inwestycji jest prosty: lekarze mają szybciej stawiać diagnozy, a pacjenci w stanach zagrożenia życia nie mogą czekać na badania ani minuty dłużej niż to konieczne.
Niestety, tam gdzie jest mnóstwo pacjentów, pojawiają się też gigantyczne koszty. I tu zaczynają się schody, bo pieniądze, które szpital dostaje z NFZ, po prostu nie starczają na pokrycie wydatków. Efekt? Cały łukowski szpital zamknął 2025 rok z ogromną stratą – ponad 14 milionów złotych na minusie.
Dyrekcja nie owija w bawełnę i mówi wprost: NFZ płaci za procedury medyczne zdecydowanie za mało, poniżej kosztów ich wykonania. Do tego dochodzą rosnące ceny prądu, ogrzewania, leków oraz pensje dla personelu, które pochłaniają większość szpitalnego budżetu.
Ogromnym wsparciem dla oddziału są karetki pogotowia. W zeszłym roku wyjeżdżały one do chorych ponad 9,2 tysiąca razy, z czego najwięcej pracy miały załogi stacjonujące w samym Łukowie.
Żeby ratować finanse i nie zatonąć w długach, szpital musiał jednak zacząć szukać oszczędności. Zdecydowano się m.in. na zmniejszenie obsady podstawowych zespołów ratownictwa do dwóch osób, co pozwoliło zatrzymać w kieszeni około 800 tysięcy złotych rocznie. Dyrekcja musi teraz balansować na cienkiej granicy między oszczędzaniem każdej złotówki a bezpieczeństwem nas wszystkich.
Podsumowując: łukowski SOR robi co może, ma świetny sprzęt i oddanych ludzi, ale działa pod morderczą presją. Dopóki system finansowania szpitali w Polsce się nie zmieni, nasz najważniejszy oddział ratunkowy wciąż będzie musiał walczyć nie tylko o zdrowie pacjentów, ale też o własne przetrwanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze