Na jednej z posesji przy ulicy Okrzei w Łukowie pojawił się niespodziewany gość. Mały, przestraszony koziołek zabłąkał się na prywatne podwórko i mimo otwartej bramy, nie potrafił znaleźć drogi powrotnej na wolność. Właścicielka od razu dała nam znać o tej nietypowej sytuacji. Zwierzę wyglądało na zdrowe, ale było bardzo zdezorientowane. Na miejsce przyjechali policjanci, którzy pilnowali, aby sarenka nie wybiegła nagle pod koła samochodów na ruchliwej ulicy.
Choć koziołek spokojnie czekał na pomoc, szybko okazało się, że znalezienie kogoś, kto się nim zajmie, wcale nie jest proste. Zaczął się prawdziwy urzędniczy galimatias. Burmistrz Piotr Płudowski przekazał nam, że takie sprawy powinny trafiać do Starostwa Powiatowego. Z kolei Grzegorz Świerczewski, który zajmuje się rolnictwem i ochroną środowiska w powiecie, uważał, że to zadanie dla miasta. Zadzwoniliśmy nawet do Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego, ale tam też nikt nie dał nam konkretnej odpowiedzi.
Zwierzę siedziało na podwórku już drugą godzinę i nikt z urzędników nie potrafił podjąć decyzji. Na szczęście z pomocą przyszli łukowscy strażacy. To oni wzięli sprawy w swoje ręce. Sprawnie i bardzo ostrożnie schwytali koziołka, a potem wypuścili go bezpiecznie na pobliskie pola. Dzięki ich szybkiej reakcji historia skończyła się dobrze, a zwierzak wrócił do natury bez żadnych obrażeń.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze