Od nowego roku darmowa linia L2 wydłuży swój bieg do samych granic Łukowa przy ulicy Żelechowskiej. Miasto miało co prawda ambitniejszy plan i chciało puścić autobusy również do okolicznych miejscowości, ale pomysł spalił na panewce – gmina i powiat nie dołożą do tego ani grosza. Przy okazji burmistrz odniósł się do mocno irytującego problemu: kierowców, którzy odjeżdżają z przystanków za wcześnie.
Linia L2 z nową trasą już od stycznia
Ratusz dopina na ostatni guzik formalności związane z zapowiadanym powiększeniem sieci miejskiej komunikacji. Od stycznia linia L2 dotrze aż na ulicę Żelechowską. Zmyślnie wyznaczono już działkę pod pętlę autobusową – tuż przy granicy Łukowa, na trasie w stronę Ryżek, gdzie pojazdy będą mogły bezpiecznie nawracać. Dzięki temu mieszkańcy tej części miasta i osoby podróżujące z obrzeży zyskają znacznie łatwiejszy dojazd do centrum.
Gmina i powiat nie dały zielonego światła. „Do tanga trzeba dwojga”
Dlaczego darmowe autobusy nie obsłużą sąsiednich wsi? O szczegółach podczas transmisji na żywo opowiedział burmistrz Piotr Płudowski. Okazuje się, że po sygnale od Młodzieżowej Rady Powiatu miasto wysłało oficjalne pismo do wójta gminy Łuków oraz starosty z propozycją wspólnego sfinansowania linii podmiejskich. Obydwa samorządy odpowiedziały jednak odmownie.
– Do tanga trzeba dwojga. Jeśli ze strony gminy Łuków pojawi się wola i chęć sfinansowania tych kursów, jesteśmy w pełni otwarci na rozmowy – przyznał burmistrz. Podkreślił przy tym ważną rzecz: za bezpłatną komunikację w mieście i tak płacą sami łukowianie w swoich podatkach. Na ten moment jedynym wyjątkiem od tej reguły pozostaje linia L5, która zahacza o Karwacz na terenie gminy Łuków przy okazji obsługi ulic Wschodniej i Międzyrzeckiej.
Reklama
Autobus ucieka sprzed nosa? Będzie ostra rozmowa z prezesem PKS
Podczas spotkania z mieszkańcami padł też konkretny zarzut. Jedna z kobiet opowiedziała o sytuacji z linii L4 na przystanku przy ul. 11 Listopada, gdzie autobus potrafił odjechać nawet 6–7 minut przed czasem wskazanym w rozkładzie.
Włodarz Łukowa zapowiedział szybką i stanowczą reakcję. Zapewnił, że urzędnicy prześwietlą odczyty z nadajników GPS zamontowanych w pojazdach, a on sam odbędzie poważną rozmowę z prezesem PKS Łuków, który realizuje przewozy na zlecenie miasta. Płudowski zadeklarował, że „uderzy w stół” i wyciągnie konsekwencje, bo rozkład jazdy jest dla kierowców świętością.
– Komunikacja jest dla pasażerów bezpłatna, ale nie jest darmowa – miasto za nią płaci. Punktualność to podstawowy standard, którego będziemy bezwzględnie wymagać – podsumował burmistrz.
ZOBACZ
Notowania pszenicy: jak śledzić rynek i zarządzać sprzedażą?
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Pewnie, po co wieśniakom ułatwić trochę. Gdyby Gręzówka i Zalesie były przy granicy z miastem na pewno by komunikacja została uruchomiona. Dzięki Panie Burmistrzu za chęci.
Przecież ten autobus będzie woził powietrze tj ten co za wcześnie przyjeżdża...Czekam aż Płudowski zaproponuje ludziom pół litra do obiadu... W końcu "cóż szkodzi obiecać" a winę zwali się na innych
Pewnie, po co wieśniakom ułatwić trochę. Gdyby Gręzówka i Zalesie były przy granicy z miastem na pewno by komunikacja została uruchomiona. Dzięki Panie Burmistrzu za chęci.
Przecież ten autobus będzie woził powietrze tj ten co za wcześnie przyjeżdża...Czekam aż Płudowski zaproponuje ludziom pół litra do obiadu... W końcu "cóż szkodzi obiecać" a winę zwali się na innych