Fałszywy alarm o pożarze pociągu wywołał akcję służb. Zatrzymany mężczyzna grozi mu teraz nawet 8 lat więzienia za swoje działania.
Zamiast spokojnych przygotowań do świąt, służby w Rykach przeżyły prawdziwy nalot. Wszystko przez jeden telefon, który postawił na nogi policję i straż ochrony kolei. Ktoś rzucił do słuchawki, że pociąg zaraz spłonie, a potem po prostu się rozłączył. Mundurowi nie mogli ryzykować, więc na dworcu i torowiskach natychmiast zaroiło się od funkcjonariuszy, w tym specjalistów od pirotechniki.
Akcja była błyskawiczna i bardzo dokładna. Przeszukano każdy kąt infrastruktury kolejowej, sprawdzając, czy pasażerom grozi realne niebezpieczeństwo. Po dłuższej chwili stało się jasne, że żadnego ognia nie ma, a całe zgłoszenie to czyjś wyjątkowo marny dowcip. Służby jednak nie odpuściły autorowi tego zamieszania. Ruszyło śledztwo, które bardzo szybko doprowadziło policjantów pod konkretny adres.
Zatrzymany to 38-letni mieszkaniec powiatu tarnobrzeskiego. Mężczyzna trafił prosto do policyjnego aresztu, a jego sprawą zajął się prokurator. Sąd nie miał wątpliwości, że takie zachowanie wymaga surowej reakcji, dlatego podejrzany został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące. To dla niego bolesna lekcja, bo za wywołanie fałszywego alarmu grozi mu teraz nawet 8 lat odsiadki.
Policjanci z Ryk przypominają, że każda taka zabawa telefonem to ogromne koszty i angażowanie ludzi, którzy w tym samym czasie mogą być potrzebni przy prawdziwym wypadku. Aspirant Łukasz Filipek zaznacza, że prawo jest w takich przypadkach bezwzględne. Głupota jednego człowieka zablokowała pracę wielu jednostek, dlatego teraz 38-latek będzie musiał za to odpowiedzieć przed sądem.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze