Mariusz Furlępa wystąpił na sesji rady powiatu i otwarcie mówił o kryzysie służby zdrowia. Jego emocjonalne przemówienie obnażyło systemowe problemy polskich szpitali powiatowych.
Kiedy Mariusz Furlępa, dyrektor Szpitala Powiatowego w Łukowie, wchodził na mównicę podczas ostatniej sesji rady powiatu, miał przygotowaną prezentację i zaproszonego eksperta. Skończyło się jednak inaczej. Zamiast suchych danych, radni usłyszeli gorzkie rozliczenie z polskim systemem ochrony zdrowia — i z poziomem własnej dyskusji.
„Zastanawiam się czy ma to sens" — powiedział Furlępa na wstępie, jeszcze zanim przeszedł do meritum. — „Dyskusja schodzi do takich spraw małostkowych. Przedstawialiśmy pewne fakty, których się nie da podważyć, bo faktu się nie da podważyć. A radni zadają kolejne pytania."
To był tylko wstęp do znacznie ostrzejszej diagnozy.
Furlępa nie ukrywał frustracji wobec sposobu, w jaki Narodowy Fundusz Zdrowia traktuje placówki rzeczywiście wywiązujące się ze swoich obowiązków. Jego zdaniem łukowski szpital jest karany właśnie za to, że działa zgodnie z przepisami.
„Spóźnia się 15, pół godziny i przyjeżdża NFZ i daje nam karę za to, że się spóźnił" — mówił dyrektor, opisując sytuację lekarza dyżurnego. — „A w innym szpitalu nie ma w ogóle takiego lekarza i on funkcjonuje dalej. NFZ na to przymyka oczy."
Szczególnie bolesna dla dyrektora okazała się kwestia nadwykonań — świadczeń ratujących życie, wykonanych ponad ustalony limit kontraktu.
- Wszelkiego rodzaju nadwykonania ratujące życie niestety nie są nam płacone. Po prostu władza tak traktuje ludzi, tak traktuje zdrowie" — stwierdził wprost.
Równie paradoksalna jest sytuacja z liczbą operacji. NFZ zarzuca szpitalowi w Łukowie zbyt dużą ich liczbę, podczas gdy — jak przypomniał Furlępa — konsultant krajowy ds. chirurgii ogólnej publicznie apeluje, że szpitale powiatowe operują za mało.
„U nas NFZ twierdzi, że za dużo się operuje, za dużo mamy pacjentów. A konsultant krajowy mówi, że szpitale powiatowe za mało operacji. Proszę sprawdzić na Rynku Zdrowia" — powiedział, odsyłając radnych do branżowych publikacji.
Jednym z najbardziej emocjonalnych momentów wystąpienia był fragment poświęcony tzw. procedurom jednodniowym — modelowi, który NFZ i część decydentów promuje jako sposób na oszczędności. Furlępa, z wykształcenia chirurg, odniósł się do tego z ledwo skrywaną irytacją.
„Jak ma funkcjonować chirurgia, jeżeli mamy wypadek, ktoś jest ze wstrząśnieniem mózgu, z urazem głowy, krwiakiem wewnątrzczaszkowym, który nie musi być operowany i kładziemy go na jeden dzień — wypisujemy go, niech sobie idzie do domu? Umrze to umrze?" — pytał retorycznie. — „Procedura jednodniowa. Mówi to konsultant krajowy z chirurgii, że trzeba robić.
Reklama
Dyrektor zwrócił też uwagę na pomijany w statystykach fakt starzenia się społeczeństwa. „My operujemy też ludzi powyżej 90 roku życia. Jest ich bardzo, bardzo dużo. Medycyna naprawdę poszła do przodu" — podkreślał.
Furlępa odwołał się do przykładu z zupełnie drugiego końca Polski — szpitala w Lesku, gdzie sąd 26 maja orzekł, że likwidacja oddziału porodowego była bezprawna. Nakreślił obraz, który jego zdaniem czeka wiele polskich powiatów.
- Z pewnych miejscowości w Bieszczadach, żeby dojechać — jak kobieta zaczyna rodzić — to jest około dwóch godzin w lecie, w zimie droga wydłuża się o kolejne dwie godziny. Kobiety wsiadają w samochód, jadą do Rzeszowa, do Krosna, wynajmują hotel trzy, cztery dni przed porodem i czekają" — opisywał. — „Ministerstwo zdrowia zarabia, nie płaci za to.
Reklama
Podobne problemy — jak zaznaczył — dotyczą szpitali w Kole i Skarżysku-Kamiennej. Każdy z nich zmuszony jest szukać własnej drogi do ekonomicznego przetrwania, nie zawsze zgodnej z przepisami. „Szpital, który nie ma chirurgii, nie powinien mieć SOR-u, a mają SOR-y" — stwierdził Furlępa. — „NFZ daje warunkowo możliwość funkcjonowania SOR-u."
Szpital w Łukowie zatrudnił firmę zewnętrzną specjalizującą się w analizie finansowej, leczniczej i organizacyjnej ponad stu polskich placówek. System pozwala monitorować pobyt pacjenta niemal co do minuty, wykrywać błędy w rozliczeniach z NFZ i porównywać wskaźniki z resztą kraju.
„Chcieliśmy w jakiś sposób zobiektywizować swoje działania" — tłumaczył dyrektor. — „Sprawdzić, czy faktycznie nasze działania są poprawne. Nie mówię że idealne."
Jednak nawet ta próba transparentności nie powstrzymała politycznych sporów w radzie. Furlępa nie krył rozżalenia.
„Jako lekarz naprawdę mnie od jakiegoś czasu denerwuje jedna rzecz — ekonomia. Ale o zdrowiu tutaj nic nie padło" — powiedział, zamykając swoje wystąpienie.
I dodał, zwracając się do zaproszonego eksperta, który przyjechał z zewnątrz i przyglądał się obrad: „Przepraszam pana, który przyjechał z zewnątrz i przysłuchuje się tej wspaniałej dyskusji.
Wystąpienie Furlępy to nie jest odosobniony głos. Dyrektorzy szpitali powiatowych w całej Polsce coraz głośniej mówią o tym, że model finansowania przez NFZ nie przystaje do rzeczywistości demograficznej i medycznej. Niedobory specjalistów, starzejące się społeczeństwo, rosnące koszty wynagrodzeń i brak zapłaty za ratowanie życia ponad limit — to problemy, które nie znikną po kolejnej sesji rady powiatu.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze