W niedzielę odbyła się druga edycja niezwykłej akcji, która zyskała dużą popularność w regionie. Motocykliści przejechali przez wsie i miasteczka, modląc się i upamiętniając lokalne postaci. Na zakończenie wszyscy zasiedli razem do ciepłego posiłku, łącząc pasję z duchowością.
W niedzielę, 29 marca odbyła się druga edycja wydarzenia, które w naszym regionie szybko urosło do rangi czegoś wyjątkowego. Zwykły pomysł w krótkim czasie przerodził się w dużą, głośną akcję. Aż 147 motocyklistów przejechało przez okoliczne wsie i miasteczka, żeby wspólnie się modlić, przypomnieć lokalną historię, a na koniec usiąść razem do ciepłego posiłku.
Trasa, Łuków i maszyna
Wszystko zaczęło się od zwykłej rozmowy. Andrzej Kaliński przyszedł ze swoim pomysłem do Mariusza Pawlikowskiego, szefa lokalnej grupy Moto-Weterani Łuków, i obaj szybko zabrali się do organizacji przejazdu. Bardzo wsparli ich ksiądz Tomasz Duda z łukowskiej parafii św. Brata Alberta oraz Leszek Mućka z Międzyrzeca Podlaskiego.
Na drodze powstała prawdziwa, ruchoma rzeka z błyszczącego metalu, która powoli przesuwała się przez nasze miejscowości. Tak wyglądał ten przejazd: motocykliści wystartowali z Łukowa, potem skierowali się do Zofiboru, Radzynia Podlaskiego, na Uroczysko Baran, dalej do Kąkolewnicy i Brzozowicy Dużej.
To nie było zwykłe czytanie modlitw znane z kościelnej ławki. Teksty przygotował Mariusz Pawlikowski, a przez mikrofon czytał je Marek Malitka. Całość miała wyraźnie motocyklowy charakter, bez nadęcia. Nad śpiewem czuwał Andrzej Kaliński, co razem z dźwiękiem silników dawało mocny, przejmujący efekt.
Najmocniejszy punkt tej wspólnej drogi przypadł na Brzozowicę Dużą i Polskowolę. Motocykliści zatrzymali się przy grobie księdza Lucjana Niedzielaka. Nie było tam ciszy. Zamiast niej rozległ się potężny ryk silników i klaksony. Ten dźwięk brzmiał jak wielki, żelazny dzwon, który głośno woła: pamiętamy o twojej męczeńskiej śmierci. W tym miejscu Mariusz Pawlikowski odczytał też ważne słowa o miłości do ojczyzny. W tej chwili w kolumnie jechało dokładnie 147 motocykli, co wielu osobom zapadło w pamięci.
Metalowa rzeka dojechała w końcu do ostatniego przystanku, czyli Międzyrzeca Podlaskiego. Na miejscu czekała zaprzyjaźniona lokalna grupa motocyklowa. Był czas na rozmowy bez pośpiechu, krótki odpoczynek po trasie i wspólny stół.
Jak podaje w swoich materiałach Mariusz Pawlikowski, prezes Motoweteranów Łuków, nikt z uczestników nie wrócił do domu głodny. Łukowska ekipa ugotowała dla wszystkich duży gar dobrego bigosu, gospodarze z Międzyrzeca upiekli domowe ciasta, a mięso na grilla i kiełbasę do bigosu przekazały Zakłady Mięsne Łuków. Wszyscy najedli się do syta i pokazali, że gdy spotkają się dobre chęci i wspólna pasja, można zrobic naprawdę dużo.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze