W mediach mówiła o przemocy, zbrodniach, psychologii przestępców. Ekspertka, którą zapraszano do najgłośniejszych spraw – Trynkiewicza, matka Madzi z Sosnowca. Teresa G. – psycholożka, biegła sądowa, przez lata powoływana przez Sąd Okręgowy Warszawa-Praga Południe.W marcu 2025 roku została oficjalnie wykreślona z listy biegłych. Powodem: nadużycie tytułu i działanie w sposób niezgodny z etyką zawodową. Jak do tego doszło? Od prawie dwóch lat nęka swoją adoptowaną córkę – Julię Gens – i jej męża, Mikołaja oraz jego rodzinę. To historia o tym, jak autorytet może stać się narzędziem przemocy. I jak długo system pozostaje bierny, gdy sprawcą jest osoba z pieczątką.
16 listopada 2022 roku 19 letnia wówczas Julia poznała Mikołaja – 20 letniego grafika komputerowego z Łukowa. Zwyczajne spotkanie w internecie, przez aplikację randkową. Ich relacja rozwijała się dyskretnie. Julia nie mówiła matce, że kogoś poznała. O ich związku wiedziała rodzina Mikołaja, którą Julia poznała i z którą spędzała coraz więcej czasu w ich domu. Latem 2023 roku Mikołaj coraz częściej odwiedzał Julię w jej domu, w obecności jej ojca ale poza wiedzą matki. Z relacji świadków i nagrań wykonanych przez członków rodziny Mikołaja wynika, że już wtedy Teresa G. wykazywała obsesyjne zachowania kontrolne.
Jak relacjonuje Julia, matka śledziła wyjścia i powroty dorosłej już córki, ingerowała w jej życie prywatne i naruszała jej autonomię jako człowieka.
„Matka miała obsesję kontroli. Przez całe dzieciństwo nie mogłam zapraszać koleżanek. Każda z nich była podejrzana. Każda miała mnie demoralizować” – mówi Julia.
Wszystko eskalowało 2 września 2023 roku, gdy okazało się, że Julia nocowała poza domem, co było wbrew woli matki. Zarejestrowano nagranie, na którym Teresa G. grozi córce, że ją wyrzuci z domu razem z rzeczami w czarnych workach, jeśli nie wróci natychmiast.
„Nie krzyczała – wrzeszczała. Wpadła w szał. Zastraszała mnie, groziła, że mnie wyrzuci na ulicę. Powiedziała, że jeśli nie wrócę, moje rzeczy będą wieczorem wystawione przed dom.” – relacjonuje Julia
Julia została w Łukowie ze swoim chłopakiem i zamieszkała w jego rodzinnym domu. Otoczono ją opieką jak córkę, zapewniono jej spokój i poczucie bezpieczeństwa.
Wieczorem tego samego dnia G. zgłosiła porwanie. Później kolejne. Wynajęła detektywa, żeby namierzyć miejsce pobytu swojej adoptowanej córki. Jak relacjonuje rodzina Mikołaja, wtedy zaczęło się piekło.
Członkowie rodziny z Łukowa relacjonują dalej: zaczęły pojawiać się telefony do przedszkola, do którego uczęszczał młodszy brat Mikołaja — sugerowano, że „dziecko odprowadza bandyta”. Po rozmowach z personelem placówki, rodzina Mikołaja potwierdza, że dzwoniła tam Teresa G. Pracownicy przedszkola przekazali, że kontaktowała się z nimi kobieta sugerująca, iż dziecko może być w niebezpieczeństwie.
Jesień i zima 2023 roku były dla tej rodziny jak życie w stanie oblężenia.
Teresa G. pojawiała się pod ich domem z częstotliwością, która budziła strach.
Nagrania, relacje świadków oraz dokumentacja to potwierdzają. Jak opowiada rodzina Mikołaja, Teresa G. wielokrotnie wzywała policję i pogotowie, zgłaszając, że jej córka jest „więziona i przetrzymywana w piwnicy, ciężko chora i wymaga interwencji wszystkich służb”. Potrafiła godzinami stać przed bramą, oczekując konfrontacji — krzyczała, groziła, obrażała, rzucając wyzwiska i inwektywy.

(Jeden z przyjazdów Teresy G. przed dom rodziny Mikołaja - zdj. archiwum prywatne)
Jak opowiadają członkowie rodziny, nigdy nie przyjeżdżała sama, zawsze w towarzystwie osób, które również nie wzbudzały zaufania. Czasem auta, które podjeżdżały miały zakryte tablice rejestracyjne.
Rodzina mówiła wprost - to nie były wizyty troskliwej matki. To była próba zastraszenia, sygnał: „nie odpuszczę”- mówi Beata, matka Mikołaja.

(Samochód z zasłoniętą tablicą resjestracyjną. Zdj. archiwum prywatne)
Kobieta składała też liczne pisma – do sądów, prokuratury, placówek zdrowia psychicznego. Z pisma do prokuratury wynika, że próbowała przekonać służby, iż Julia jest ofiarą manipulacji ze strony partnera i jego rodziny.
W jednej z sytuacji G. przedłożyła opinię Instytutu Empiria.pl, która analizowała grafiki fantasy autorstwa Mikołaja. Prace RPG zostały w niej określone jako „sadystyczne i satanistyczne”. Autorzy analizy – jak potwierdził sam Mikołaj – nigdy się z nim nie kontaktowali.
Z pisma Teresy G. wynika, że usiłowała doprowadzić do umieszczenia córki w zakładzie psychiatrycznym bez jej zgody, a także złożyła w Sądzie Okręgowym w Siedlcach wniosek o ubezwłasnowolnienie córki – zdrowej, w pełni samodzielnej kobiety. Jak poinformowała nas adwokatka reprezentująca rodzinę z Łukowa, po odpowiedzi rodziny G. wycofała wniosek. Postępowanie zostało umorzone.
Julia złożyła zawiadomienie o uporczywym nękaniu – postępowanie w tej sprawie nadal trwa. Dziewczyna podkreśla, że posiada również kopie wszystkich pism złożonych przez Teresę G. oraz decyzji o odmowie wszczęcia śledztwa.
Nazwisko jej przyjaciółki Beaty pojawia się w dokumentach, m.in. w odmowie wszczęcia śledztwa, oraz w relacjach świadków. Członkowie rodziny Mikołaja potwierdzają, że widywali ją pod domem – przyjeżdżała razem z Teresą G., towarzyszyła jej w interwencjach i rozmowach z policją. Przedstawiała się jako osoba „zaniepokojona losem Julii”, choć – jak twierdzi Julia – była aktywną uczestniczką działań skierowanych przeciwko niej.
Z informacji przekazanych przez rodzinę wynika, że Teresa G. sporządzała prywatne opinie psychologiczne dla Beaty – m.in. w sprawach dotyczących jej konfliktów rodzinnych. Julia wspomina, że była zmuszana do przepisywania ręcznie sporządzonych dokumentów na komputerze – w tym również tych, które dotyczyły spraw Beaty. W zeznaniach zaznacza, że nie miała możliwości odmowy.
Z czasem – jak relacjonują świadkowie – relacja między Teresą G. a Beatą nabrała charakteru zależności. Kobieta podpisywała dokumenty przygotowane przez G. i uzyskiwała dostęp do dokumentacji medycznej Julii, mimo że nie miała do tego żadnego formalnego upoważnienia. Dla Julii była „przedłużeniem ręki” matki, uczestniczącą w jej działaniach zmierzających do kontroli i izolacji.
W styczniu 2023 roku Teresa G. złożyła zawiadomienie do prokuratury, w którym wskazywała, że 19 stycznia może dojść do złożenia jej córki w ofierze rytualnej podczas wydarzenia w Łukowskim Ośrodku Kultury. W piśmie powoływała się na analizę grafik Mikołaja oraz informacje uzyskane „od jasnowidza”.
Fragment zawiadomienia znajduje się w aktach sprawy. Treść pisma znajduje się w aktach sprawy i została przywołana w odmowie wszczęcia śledztwa. Prokuratura uznała, że informacje nie mają pokrycia w faktach i nie dają podstaw do prowadzenia postępowania. Julia w zeznaniach podkreśliła, że jest osobą wierzącą i nigdy nie brała udziału w żadnych rytuałach. Koncert, o którym mowa w zawiadomieniu, miał charakter otwarty i artystyczny.
W tym samym czasie Julia otrzymała kopie dokumentacji medycznej, z której wynika, że była zapisywana na wizyty lekarskie bez swojej zgody. Opinie psychiatryczne, neurologiczne, pulmonologiczne – wszystkie zostały wystawione na podstawie relacji Teresy G., bez kontaktu z pacjentką. Jeden z lekarzy, jak wynika z pisemnych wyjaśnień, nigdy jej nie widział.
Równolegle złożono kolejne pisma do Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości. Wśród załączników znalazły się grafiki fantasy stworzone przez Mikołaja oraz jego pseudonim artystyczny, który Teresa G. zinterpretowała jako nazwę sekty satanistycznej.
Sprawa została umorzona. Śledczy nie dopatrzyli się jakichkolwiek przesłanek do wszczęcia postępowania. Jak stwierdzono w uzasadnieniu, zawiadomienie oparto na subiektywnych przekonaniach i błędnej interpretacji materiałów wizualnych.
Redakcja posiada screeny i nagrania rozmów pomiędzy Julią Gens a Teresą G., z których wyłania się obraz relacji opisywanej przez Julię jako przemocowa emocjonalnie i psychicznie, co znajduje odzwierciedlenie w wiadomościach i relacjach świadków. W wiadomościach tekstowych Teresa G. pisała m.in.:
„Masz godzinę na powrót. Jeśli się nie zameldujesz przy ojcu, wieczorem wystawię twoje rzeczy na ulicę.” „Nie będziesz miała żadnych pieniędzy, bo nie muszę cię sponsorować. To koniec.”
Według Julii, tego typu wypowiedzi były codziennością, a nie incydentalnymi wybuchami. W rozmowach matka podkreślała, że Julia została znaleziona „w czarnym worku na śmietniku”, straszyła ją jako małą dziewczynkę domem dziecka, powtarzała, że nikt jej nigdy nie pokocha. Wszystko to potwierdzają zachowane wiadomości i relacje osób z otoczenia Julii.
W grudniu 2024 roku sąd zlecił niezależną opinię psychiatryczną Teresy G. Dokument, do którego dotarła redakcja, zawiera diagnozę przewlekłych zaburzeń psychicznych: urojeniowych i osobowości dysharmonijnej. W opinii wskazano, że Teresa G. „w czasie popełnienia zarzucanych czynów miała zniesioną zdolność rozpoznania ich znaczenia i pokierowania swoim postępowaniem”.
Biegli jednoznacznie zalecili rozpoczęcie leczenia psychiatrycznego, to jest terapii w rozumieniu 93a § 1 pkt 2 k.k. Jednocześnie podkreślono, że aktualny stan zdrowia psychicznego Teresy G. pozwala jej na udział w toczącym się postępowaniu karnym przy zapewnieniu pomocy adwokata. Dokument został załączony do akt trwającego postępowania sądowego.
W marcu 2025 roku zapadła decyzja administracyjna o usunięciu Teresy G. z listy biegłych sądowych przy Sądzie Okręgowym Warszawa-Praga Południe. Redakcja posiada kopię pisemnego uzasadnienia tej decyzji.
Z uzasadnienia: „Biegła nadużywała tytułu, działała w sprawach prywatnych, naruszyła zasady etyki zawodowej. Jej zachowanie nie daje rękojmi należytego wykonywania obowiązków biegłego. Powoływanie się na ten tytuł w działaniach pozasądowych budzi uzasadnione wątpliwości co do jej obiektywizmu.”
Dziś Julia i Mikołaj nadal mieszkają w Łukowie. Sprawy sądowe wciąż się toczą. Oboje nie mogą podjąć pracy poza domem z obawy o nękanie i chęć zniszczenia przez Teresę G. wszystkiego, co próbują zbudować razem.
– Czasem wracam z zakupów i sprawdzam, czy nikt nie stoi pod domem – mówi Julia. – Takie obawy ma cała rodzina, jesteśmy już zmęczeni tym wszystkim – mówi Beata, mam Mikołaja.
Rodzina Mikołaja, żeby chronić siebie i Julię nie pozostała bierna. Złożyli prywatny akt oskarżenia przeciwko Teresie G.
Proces z publicznego aktu oskarżenia o uporczywe nękanie Julii trwa. W jednym z wcześniejszych postępowań sąd ukarał Teresę G. grzywną za złośliwe niepokojenie rodziny Mikołaja. Kolejne rozprawy zaplanowane są na drugą połowę 2025 roku.
Mikołaj również walczy o swoje dobre imię – w 2024 roku złożył prywatny akt oskarżenia o zniesławienie. Postępowanie otrzymało sygnaturę i zostało przyjęte przez sąd. W toku tych kilku rozpraw G. nie stawiała się na niektóre terminy, które były odwoływane przez jej adwokata z różnych wątpliwych powodów.
Finału w sądzie doczekało się również postępowanie Beaty - przyjaciółki Teresy, przeciwko której wpłynął prywatny akt oskarżenia o zniesławienie Mikołaja.
Teresa G. przez ponad dekadę była jedną z najbardziej znanych psycholożek sądowych w Polsce. Występowała w mediach jako ekspertka od spraw karnych, komentowała najgłośniejsze tragedie, współpracowała z programami interwencyjnymi i opiniowała w sprawach rozwodowych oraz opiekuńczych. Jej nazwisko znajdowało się w aktach sądowych i orzeczeniach, od których zależał los dzieci i rodzin.
Dopiero dramat jej własnej córki i działania ujawnione przez rodzinę Mikołaja pokazały mechanizmy, które – jak potwierdzają dokumenty – opierały się na manipulacji, izolowaniu i nadużywaniu autorytetu.
– Nie chcę odwetu. Chcę, żebyśmy już nie musieli oglądać się przez ramię. Żebyśmy mogli myśleć o przyszłości – mówi Julia.
– To, co przeszliśmy, nie powinno się zdarzyć nikomu. Jeśli sąd uzna, że Teresa G. powinna być objęta przymusowym leczeniem – to będzie jedyny sposób, żeby to wszystko mogło się kiedyś skończyć – dodaje Mikołaj.
Mama Mikołaja, Beata, mówi wprost: – My nie chcemy jej krzywdy. Ale nie chcemy też, żeby mogła dalej krzywdzić innych – nas, Julię, siebie samą. Potrzebuje leczenia. W ośrodku zamkniętym. Tam, gdzie będzie bezpieczna – i my też będziemy bezpieczni.
W tych kilku zdaniach zawiera się cała nadzieja – że nawet po traumie można odzyskać codzienność. Ale warunkiem jest jedno: koniec przemocy. I początek leczenia.
To, co spotkało Julię Gens, nie powinno było się wydarzyć. Ale jej determinacja daje nadzieję innym.
Materiał powstał na podstawie dokumentów sądowych, pism procesowych, nagrań, screenów, relacji świadków oraz zeznań udostępnionych redakcji przez Julię Gens.
W dniu 16 kwietnia 2025 r. redakcja ŁukówTV skierowała do Teresy G. pytania dotyczące opisywanych wydarzeń. Za pośrednictwem kancelarii prawnej poinformowała ona, że nie zamierza zajmować stanowiska.
Artykuł ma charakter reportażu społecznego i oparty jest na materiałach dostarczonych redakcji przez osoby pokrzywdzone oraz dokumentach urzędowych.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Całkiem niezły artykuł, rzadkość w tych czasach. Gratulacje, Panie Patryku.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Julia, nie przeginaj. Podziękuj za wychowanie i wykształcenie i weź się do roboty
Co to za spasiona locha?
Lochy nie widać, ale z treści komentarza czuć gnojówkę na milę.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Teresa skończ.
Grożenie adopcyjnemu dziecku oddaniem do DD i kontrolowanie przeplatane histeriami to takie świetne warunki? Jak dziecko miało się przed tym bronić, gdzie przed 18 rokiem życia nie mogła nic sama zrobić a jej matka była ogólnopolskim autorytetem? Zastanów się
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Dziwne, ze rodzina chlopaka przyjęła bez weryfikacji cała jej narracje? A może matka, mimo wszystko chciała dla niej dobrze? . Może nie potrafiła inaczej okazać troskę jak nadmierna kontrola etc? Całe pokolenia nie miały łatwo, a nikt rodziców po sadach nie ciągał. Czy oby opisywana sytuacja jest naprawdę tak bardzo obiektywna czy raczej to narracja jednej ze stron i to być może zmanipulowanej?
chodzi na zakupy ale boi się iść do pracy? A gdzie te nękające ją osoby i auta w ciągu dnia i to tak intensywnie ze iść do pracy się nie da? Wyprowadziła się i mieszka z mężem u jego rodziny - to gdzie jest problem? Bo ja jakoś nie kumam. Sprawa w sądzie jest to po co o tym pisać tu? tez nie kumam. Sprawy w sądach są dużo gorsze - i tragedie ludzkie tez - co to za strata czasu taki artykuł o niczym. Dno.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Tereska to ty? Xd
Oooo czyżby najbliższa przyjaciółka Tereski do komputera się dorwała i znowu w jej imieniu działa? Ciekawe jakie tym razem zależności stoją u podłoża.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Dzis zaatakowala mnie slownie, zrobila wyklad i zdjagnozowala na miejscu. Nietrafnie niestety. Ale na zdrowa nie wygladala. Zasugerowalem pomoc specjalisty, stwierdzila ze zdjagnouje sie sama. W domu przypomnialem sobie jak sie nazywa. Mialem okazje poznac i chwile rozmawiac 30 lat temu. Juz wtedy nie byla normalna. Tak i wpadlem na ten artykol. Ile ludzi przez jej nietrafne diagnozy moze dzis niewinnie byc skazanymi.
Ha Pani "ekspert" odleciała. https://youtu.be/zxlbvk7HCRc?si=zTY_dvbW0hlgVIwa
Z całej tej sprawy wieje straszną toksyną i nie mam tu na myśli tylko znanej p. G ale również nową rodzinkę jej córki. Uważam, że p. G powinna jak najszybciej odciąć się od córki grubą kreską i zająć się swoim życiem i zdrowiem. Córka niech sobie żyje jak chce. Myślę, że życie zweryfikuje ją wcześniej lub później. PS Artykul uważam za stronniczy. Osoba, która go pisała dokonała bardzo subiektywnej oceny sytuacji a chyba nie na tym polega dziennikarstwo ...
powyżej bardzo dobry komentarz. Źle się stało że pani Teresa okazała serce i adoptowała panią Julię - pani Julia powinna wychowywać się w domu dziecka - nie ma żadnej wdzięczności poczekamy zobaczymy jak to się skończy
Nie znając tej rodziny dlaczego przyjmuje Pan jako prawdę to jak przekazuje to Julka. Może lokalne powiązania mają tu znaczenie. Podkręcając w ten sposób może jednak krzywdzi Pan zdesperowanych rodziców Julki? Proszę nie igrać z ludzkim nieszczęściem.
Nie zadał Pan sobie trudu, żeby dowiedzieć się jak było zanim Julka stała się pełnoletnia. Dlaczego Pan pisze "osoba z pieczątką"? Skąd ta pogarda i jednostronność?
Całkiem niezły artykuł, rzadkość w tych czasach. Gratulacje, Panie Patryku.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Julia, nie przeginaj. Podziękuj za wychowanie i wykształcenie i weź się do roboty