Koparki i frezarki pracujące przy rewitalizacji centrum Łukowa natrafiły na niespodziankę, która mocno poruszyła miłośników lokalnej historii. Na ulicach Staropijarskiej, Czerwonego Krzyża i samym Placu Narutowicza, tuż po zerwaniu wierzchniej warstwy asfaltu, oczom drogowców ukazał się stary, świetnie zachowany bruk. Legendarne „kocie łby” pamiętają jeszcze czasy przedwojenne. Sprawa wywołała spore poruszenie zarówno wśród radnych, jak i mieszkańców, a władze miasta szybko podjęły decyzję o ocaleniu tego kawałka historii.
Remont w ścisłym centrum to spore wyzwanie logistyczne, bo prace – tam, gdzie to możliwe – toczą się pod ruchem. Dopiero jednak po usunięciu starej nawierzchni wyszło na jaw, co przez dziesięciolecia ukrywało się pod kołami samochodów.
Jak wyjaśniał podczas sesji Rady Miasta burmistrz Piotr Płudowski, historyczna szosa nie miała pod spodem absolutnie żadnej nowoczesnej podbudowy. Z tego powodu robotnicy muszą teraz bardzo ostrożnie zdejmować kamienie, przeprowadzić korytowanie terenu i uszykować solidny fundament z kruszywa. Dopiero po tym etapie ruch w rejonie ulicy Czerwonego Krzyża, Nowopijarskiej i Kościelnej będzie mógł zostać tymczasowo przywrócony.
Szybko na historyczną wartość znaleziska zwrócił uwagę radny Sławomir Smolak. Przypomniał on, że ostatnie znane zdjęcia Placu Narutowicza z widocznym brukiem pochodzą jeszcze z okresu I wojny światowej, i zaapelował o zrobienie dokładnej dokumentacji fotograficznej do miejskiego archiwum.

Reakcja burmistrza była konkretna, a decyzja z pewnością ucieszy fanów lokalnych dziejów. Miasto nie tylko uwieczni znalezisko na zdjęciach, ale zrealizuje też wyjątkowy projekt: na niewielkim fragmencie Placu Narutowicza pierwotna nawierzchnia z zabytkowych „kocich łbów” zostanie na stałe odtworzona. Dzięki temu każdy będzie mógł na własne oczy zobaczyć, jak wyglądały ulice Łukowa przed niemal stuleciem.
Za inwestycję odpowiada siedlecka firma Zeltech, z którą podpisano umowę do 30 października 2026 roku. Po przygotowaniu podbudowy na placu układana będzie docelowa nawierzchnia z granitu – sprowadzonego specjalnie w ośmiu różnych odcieniach, by jak najlepiej dopasować go wizualnie.
Niektórzy mieszkańcy dopytywali, czy uda się zakończyć roboty przed 11 listopada, ale burmistrz Płudowski studzi te emocje. Prace brukarskie w takim miejscu wymagają ogromnej precyzji, a dla miasta priorytetem jest trwałość i wysoka jakość, a nie sztuczny pośpiech, który mógłby skończyć się niedoróbkami.

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze