Dokładnie 4 września 1939 roku mieszkańcy Łukowa na własnej skórze odczuli okrucieństwo rozpoczynającej się II wojny światowej. Dzisiaj, w 87. rocznicę pierwszego bombardowania miasta, lokalne władze, młodzież oraz mieszkańcy zgromadzili się przy grobie Ireny Majmeskuł, aby oddać hołd wszystkim poległym i pomordowanym w tamtych tragicznych dniach.
W uroczystym złożeniu kwiatów i zapaleniu zniczy udział wzięli przedstawiciele władz samorządowych: burmistrz Piotr Płudowski, jego zastępca Mateusz Popławski, przewodniczący Rady Miasta Artur Czubaszek oraz radni Paweł Stoga, Arkadiusz Pogonowski i Łukasz Bober. Obecni byli również delegaci łukowskich szkół, przedstawiciele Rady Seniorów oraz Młodzieżowa Rada Miasta.
Pierwsze bomby spadły na dworzec
Do 4 września 1939 roku wiedza łukowian o trwającej wojnie opierała się głównie na relacjach prasowych, radiowych i doniesieniach od podróżnych z dworca kolejowego. Sytuacja zmieniła się dramatycznie o godzinie 16:00, gdy nad miastem zawyły syreny alarmowe.
Nad stację nadleciały niemieckie samoloty. W rejonie dworca głównego oraz Łapiguzu zrzucono ponad sto bomb. Choć sam budynek stacji niemal nie ucierpiał, pociski trafiły w wagony wypełnione ewakuowaną ludnością – w tym cywilami z Mławy i Ciechanowa – a także w okoliczne domy mieszkalne.
Piekło 7 września
Najbardziej niszczycielski okazał się jednak drugi nalot, do którego doszło trzy dni później, 7 września. Tym razem celem agresora stało się śródmieście, w którym przebywała ogromna fala uciekinierów, m.in. z Warszawy, a także pracownicy ambasad Wielkiej Brytanii i Francji.
Atak nastąpił bez jakiegokolwiek ostrzeżenia. W wyniku wybuchów całkowicie zniszczona została m.in. kamienica Klimeckich wraz ze schronem, w którym ukrywało się około 50 osób. To właśnie tam poniosła męczeńską śmierć Irena Majmeskuł – studentka Uniwersytetu Lwowskiego, córka łukowskiego inżyniera, która przyjechała do bliskich na wakacje.
Jedna z blisko tonowych bomb uderzyła w piekarnię Wyczyńskich. Zrównane z ziemią zostały także domy wokół kina, kamienica Wilczyńskich oraz zabudowania przy ul. Piłsudskiego. Całe centrum Łukowa zamieniło się w gruzowisko. Dokładna liczba ofiar tamtych dni do dziś pozostaje nieznana, a wiele ciał wydobywano spod zgliszcz dopiero po kilku miesiącach, by złożyć je we zbiorowej mogile.
Dzisiejsza obecność tylu pokoleń łukowian przy grobie zmarłej tragicznie studentki jest dowodem na to, że pamięć o cywilnych ofiarach września 1939 roku jest w naszym mieście wciąż żywa i przekazywana kolejnym generacjom.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Nikt wniosków nie wyciągnął . Na cmentarzu leżą ludzie zabici i okaleczeni w tym z mojej rodziny .W Łukowie dalej nie ma schronów, za to będą baseny .
A pod basenem MDS. A Pana obowiązkiem jest zatroszczenie się o siebie, a nie liczenie na ciuciu oraz papu.
Nikt wniosków nie wyciągnął . Na cmentarzu leżą ludzie zabici i okaleczeni w tym z mojej rodziny .W Łukowie dalej nie ma schronów, za to będą baseny .
A pod basenem MDS. A Pana obowiązkiem jest zatroszczenie się o siebie, a nie liczenie na ciuciu oraz papu.