Po ponad dekadzie z mapy gastronomicznej Łukowa znika jeden z najbardziej rozpoznawalnych lokali. Kamil Walczak, właściciel restauracji „Zielony Gaj”, opublikował w mediach społecznościowych emocjonalne oświadczenie. W kilkunastominutowym nagraniu poinformował o zamknięciu biznesu z dniem 1 października, wskazując na rosnące koszty prowadzenia działalności, drastyczny wzrost podatków oraz brak perspektyw dla lokalnej przedsiębiorczości.
Przymusowe pożegnanie po 13 latach inwestycji
Bezpośrednim impulsem do podjęcia trudnej decyzji było otrzymanie wypowiedzenia umowy wynajmu lokalu. Jak przyznaje restaurator, sierpień przyniósł załamanie obrotów, co ostatecznie przypieczętowało los restauracji.
– Przez 13 lat wszystko, co tam zarabialiśmy, inwestowałem w to miejsce. Wymieniłem niemal wszystko prócz ścian: okna, elewację, dach, kostkę i wnętrza. Robiłem to z myślą, że buduję coś dla moich dzieci, by kiedyś mogły to przejąć i żywić ludzi. Dziś muszę się z tym pożegnać – mówi ze smutkiem Kamil Walczak.
Drożyzna, drastyczne podatki i walka o przetrwanie
W swoim wystąpieniu przedsiębiorca szczegółowo opisuje realia, z jakimi na co dzień mierzy się branża gastronomiczna. Rosnące ceny energii, gazu, paliwa oraz podatków od nieruchomości i gruntu doprowadziły do sytuacji, w której utrzymanie rentowności stało się awykonalne.
Restaurator zwrócił uwagę na paradoks rynkowy: mimo lawinowo rosnących kosztów utrzymania, ceny usług dla klientów musiały zostać obniżone, by w ogóle przyciągnąć gości. Ceny przyjęć okolicznościowych (np. chrzcin) spadły w jego lokalu z 180 zł do 130 zł za osobę.
– Pracuję siedem dni w tygodniu i nie daję rady opłacić rachunków. Żeby dziś wyjść na zero przy obecnych kosztach, zwykły obiad dnia musiałby kosztować 90 złotych. Kto przyjdzie i tyle zapłaci? – pyta retorycznie.
Kredyty i brutalna prawda o prowadzeniu biznesu
39-letni restaurator zdobył się na wyjątkowo szczere i gorzkie wyznanie dotyczące swojej sytuacji majątkowej. Odniósł się do powszechnego postrzegania sukcesu przez pryzmat posiadanych samochodów czy domu.
– Mój dom, samochody, sprzęt – to wszystko jest na kredycie i w leasingach. Prowadzę firmę od 13 lat, a tak naprawdę nie mam nic własnego. Nie chcę milionów na koncie. Chcę po prostu wychodzić na zero, opłacić dom, raty i dać pensję ludziom – wyznaje. W nagraniu przeprosił również swoich pracowników oraz kontrahentów za ewentualne opóźnienia w wypłatach czy składkach ZUS, zapewniając, że dąży do uregulowania wszelkich zobowiązań.
Gorący apel do władz Łukowa
Znaczna część oświadczenia została skierowana bezpośrednio do lokalnych samorządowców oraz burmistrza Łukowa. Walczak apeluje o zwolnienie tempa podnoszenia opłat i analizę sytuacji ekonomicznej lokalnych mikrofirm.
– Opanujcie się z tymi podatkami i inwestycjami plastycznymi na lata. Zatrzymajcie się. Wystarczy przejść się po mieście – lokali do wynajęcia przybywa, bo nikt nie wytrzymuje tego ciężaru. Jeżeli myślenie naszych polityków i pana burmistrza się nie zmieni, w tym mieście po prostu nie da się funkcjonować – apeluje restaurator.
Przenosiny do „Bajecznej” i wiara w przetrwanie
Zamknięcie „Zielonego Gaju” nie oznacza całkowitego końca działalności Walczaka. Działalność gastronomiczna zostanie przeniesiona do drugiego lokalu – restauracji „Bajeczna”, którą nabył rok temu. Jak sam jednak zaznacza, tam również sytuacja będzie niezwykle trudna, jeśli w skali lokalnej i ogólnokrajowej nie zajdą zmiany.
Przedsiębiorca, nawiązując do swojej przeszłości sportowej oraz wartości religijnych, podkreśla jednak, że nie zamierza się poddać. Apeluje do mieszkańców Łukowa i innych przedsiębiorców o solidarność, zrozumienie i wsparcie w kryzysowych momentach.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze